czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 9



Obudził ją dzwonek do drzwi.
- Hej, Iza wchodź.- Ola zdziwiona wizytą otworzyła z hukiem.
- Podasz mi coś do picia?
- Jasne, czekaj.
Gdy doszła z kawą dla siostry i sokiem dla siebie, zauważyła spojrzenie siostry.
- Co tak patrzysz?
- Nic.
- Ok, ale co z dziećmi? Zostawiłaś je, wyrodna matka!
- Są z Alanem i są bezpieczne.
- Z nim na pewno….
- Oj przestań, to kiedy się pakujemy do domu?
- Nie wiem. Jeszcze nie załatwiłam wszystkich spraw. A gdzie nocujesz?
- Po pierwsze przyjechałam tu na tydzień do wytwórni i nocowałam u Kuby.
- Możesz tu zostać, pościelę ci w gościnnym.
- A Robert? To jego dom.
- I co z tego? Zgodzi się, nie marudź.
- Ok, bo ja już mam rzeczy.
- Fajnie to cię zaprowadzę.
Resztę dnia spędziła z Izą na plotkowaniu i malowaniu paznokci. Nagle usłyszały krzyk dochodzący zza okna.
- Co to?- zaniepokoiła się Iza.
- Nie ważne, chyba Robert przyjechał.
W tej chwili do domu wbiegł Robert.
- Dawać coś do żarcia!!!
- Może powiesz głupie ,,Cześć” i ,,Proszę”?- powiedziała Ola.
- Ok, Cześć Oleńka, czy dasz mi coś do jedzenia poproszę?
-Lepiej, ale z jedzenia nici.
- Czemu? Prosiłem, abyś ugotowała coś…
- Tak, ale zjadłam z Izką.
- Spoko, wproszę się do Kuby na obiadek, a wiesz, że Wasyl pojechał?
- Super!!! To idź, tylko grzecznie. Aha i jeszcze jedno!
- Co się wydarzyło?
-  Iza u nas, znaczy u ciebie zamieszka na tydzień.
- Dobra, lecę na ten obiadek!
- Leć tylko się nie zabij!
Gdy zatrzasnęły się drzwi Iza nie mogła wyjść ze zdumienia.
- Skąd wiedziałaś, że to on?
- On zawsze tak się drze jak jest pod bramką.
- Czemu mówisz do Kuby braciszku?
- Oj, tak wyszło kiedyś na imprezie.
-Ok., Mam dla ciebie wiadomość.
- Mów, siostra, nic mnie nie zaskoczy.
- Wojtka wyrzucili z Barcy, bo nie był na 1 treningu, sorry był tylko spóźnił się o 1 minutkę. Będzie grał w Arsenalu, teraz ma przerwę i przyjeżdża do Dortmundu.
- Jest już?
- Tak, teraz w parku.
- Idę do niego.
Ola ubrała się i szybko wybiegła do parku. Gdy ujrzała znajomą sylwetkę nie wahała się dłużej, rzuciła się na plecy tej sylwetce.
- Wojtuś, przepraszam cię.
- Hejcia! Za co Oluś?- był wyraźnie zadowolony.
- Za to, że nie odpowiadałam tak długo.
- Aa. Na to pytanko moje tak?
- Tak. Nie myślałam o tym jeszcze tak żeby wybrać.
- Spoko, dam radę, poczekam na ciebie.
- Super, a jak się trzymasz?
- Po klubie? Dobrze, jest szok, ale już ok.
- Kiedy jedziesz do Londynu?
- Dziś wieczorem i spotkamy się dopiero za pewien czas. A o tamtym powiesz mi przez elektroniczne cuda tego świata.
Ola wybuchła śmiechem, tylko przy Wojtku czuła się tak jak w domu. Pożegnali się i Wojtek pojechał na lotnisko, gdzie miał samolot. Ola odprowadziła go i pożegnała.
Minęło kilka dni.
Robert i Kuba pojechali na kadrę,  a Łukasz został w Dortmundzie z powodu kontuzji biodra. Iza też pojechała, dlatego Łukasz zamieszkał chwilowo u Roberta. Bawili się świetnie. Codziennie śmiali się, śmieszyło ich nawet słowo ,,budyń”.  Gdy reszta wróciła po kilku dniach Ola pojechała do Gdańska na kilka dni. Dotarła tam spóźniona o 3 godziny.
- Ciocia przyjechała!!!- usłyszała głos 2 małych dzieci.
- Spać raz dwa!- krzyknął Alan.
Była w domu. W swoich 4 kątach. Rano obudziła się z bólem głowy. Ubrała się w cieplejsze ubrania i poszła pobiegać. Gdy miała się udać do domu zauważyła kobietę, która leżała na ławce. Bez wahania podbiegła do niej.
- Proszę pani! Słyszy mnie pani? Halo!- Ola zmierzyła puls- Nie żyje…..
Szybko zadzwoniła po policję. Gdy przyjechali Ola opisywała sytuację.
- Marek Bromski z wydziału kryminalnego- przedstawił się policjant.
- Ola Malinowska.- Odparła Ola- Chce pan wiedzieć co robiłam tak?
- Jaki pan? Marek jestem. I chcę wysłuchać.
- Ola. A więc biegałam po parku. Miałam już iść do domu, ale zobaczyłam tę panią. Podeszłam do niej, zmierzyłam puls. Stwierdzam, że nie żyje od około 6 godzin…
- Nie dotykałaś jej?
- Nie, to znaczy tak, aby zmierzyć tętno.
- Ok., ale nie zmieniałaś pozycji ofiary?
- Nie, tak leży. Myślę, że to zabójstwo było wykonane z bliska.
- Skąd to wiesz? Może to samobójstwo?
- Ma rany postrzałowe w prawą część głowy, nie mogła tego sama zrobić.
- Racja, jak to odkryłaś? Jesteś z policji?
- Jestem lekarzem. Pracowałam kiedyś w wojsku. Mama mnie zapisała. Byłam na misji.
- Przydasz się nam, pomożesz rozwiązać sprawę?
- Nie wiem. Niedługo wyjeżdżam.
- Gdzie, jeśli mogę wiedzieć.
- Możesz. Do Niemiec.
- Po co?
- Buduję klinikę. To mój numer telefonu- podała komisarzowi karteczkę- jak coś to dzwoń. Na razie
- Pa.
Wróciła do domu. Nie było już Alana.
- Iza? Jesteś w tym domu?- zawołała.
- Tak, nie krzycz. Ewelina śpi.
- Ok., sorry.  Za tydzień lub za 2 dni wracam do Dortmundu.
- Ok., a teraz moja córka się obudziła i muszę ją ubrać.
Minął czas pobytu Oli w Polsce.
- Nie chce mi się wracać tym samolotem….- marudziła.
- Nie musisz. Robert po ciebie przyjechał.- mruknął Alan.
- Dzięki Alan. To na razie.  Żegnajcie…..
Szybko wybiegła z mieszkania i wsiadła do samochodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz