czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 6



Ola z jednej stony chciała przyjaźni z Wojtkiem i nie chciała go zranić, a z drugiej strony lubiła Roberta. Wiedziała, że Lewy odwzajemnia jej uczucia, jego też nie chciała zranić. Postanowiła pokierować się losem. Próbowała żyć normalnie. Jednak los nie chciał, aby było normalnie... Tego dnia przyszedł do niej Robert,lecz nie był sam.
-         Hej, Ola- zaczął- Chcę ci przedstawić Anię,moją narzeczoną.
-         Hej. Nie musimy się poznaawać, bo się znamy ze szkoły- Ola nie była zadowolona z decyzji Roberta.
-         To my już idziemy.
Tego dnia Ola chciała jak najszybciej iść do pracy. Gdy już tam dotarła, myślała, że dzień minie jej jak zawsze. Nagle odebrała telefon z izby przyjęć:
- Pani doktor!!! Szybko!!
- Co się stało?
- Potrzebujemy pani pomocy!
- Dobrze, tylko o co chodzi?
- Mamy chłopaka, piłkarza po postrzale!!!!
-Już idę, nic nie róbcie!!!
Kiedy Ola zeszła do izby przyjęć zobaczyła Wojtka, leżał na kozetce cały we krwi.
- To Sandra…- wychrypiał- Widziałem jak strzela… Nie dajcie mi umrzeć!
- Pomogę ci tylko się nie odzywaj- Ola była zrozpaczona.
- Muszę pogadać z policją- Wojtek kontynuował.
- Zamknij się!!!- krzyknęła Ola- Pani Alu, na blok, i po doktora Walkowicza proszę.
Pod szpitalem szybko zebrali się dziennikarze. Operacja trwała 4 godziny. Po udanej operacji Ola wyprosiła media i zaczęła dyskusję z rodzicami Wojtka.
- Ola! Jak z nim?- pani Alicja była zaniepokojona.
- Dzień dobry. Jest stabilny, miał szczęście.
- Ale co mu się dokładnie stało?
- Postrzał od przodu w serce.
- To wiemy i to, że Sandra się przyznała i od razu poszła na dożywocie.- mama nie dawała spokoju- Ale chodzi o stan zdrowia, o te choroby czy co tam….
- To dobrze, że się wyjaśniło- Ola nadal była w stanie nie wiary w zdarzenie- A o chorobę pani pyta? To miał postrzał w prawą komorę serca i powiększenie aorty tętniczej, operowaliśmy, każda sekunda się liczyła, tak naprawdę walczyłam z czasem, walczyłam o niego. Nie było dużych komplikacji. Dojdzie do siebie.
W tym momencie chłopak obudził się z narkozy.
- Przepraszam, muszę tam iść.- Ola oznajmiła rodzicom chłopaka.
- Ale nic się nie stało?- pierwszy raz odezwał się tata Wojtka
- Nie. Jest dobrze.
Ola szybko wbiegła do sali.
- Hej…- Wojtek ją rozpoznał
- Cześć. Nie boli cię nic?
- Nie… Dziękuję.
- Za co dziękujesz?- Ola był zdziwiona.
- Za uratowanie.
- Nie dziękuj, to moja praca.
Ola chciała już wyjść, ale usłyszała wołanie:
- Ola! Mam pytanie….
- Co chcesz?
- Czy ja wrócę do piłki? Tylko szczerze!
- Wrócisz, tylko nie wiem kiedy. Coś jeszcze?
- Może posiedzisz ze mną?
- Oj, ty się nigdy nie zmienisz. Aha i Sandra się przyznała.
- Fajnie, to zostajesz?
-  Mam też innych pacjentów.
- To weź po pracy wpadnij, proszę….
- Pomyślę, pa.
- Na razie .
Po dyżurze poszła na chwilkę do przyjaciela. Nie chciała być tam długo, bo nie można go męczyć.
- O, jednak jesteś! Super!- chłopak był zadowolony.
- Hej. Jestem, jestem. Jak się czujesz? Tylko szczerze, bo rano udawałeś, że wszystko dobrze.
- Nie boli… No prawie, tylko czasem. A jak dyżur?
- Dyżur był męczący, ale pomogłam innym.
- Ja bym tak nie mógł.
- Jak?
- Operować i iść zjeść obiad. To by mnie przerosło.
- Ta. Pewnie tak, to dla mnie normalne.
- A korzystając z okazji, to kiedy mam wypis?
- Idiota! Wypis? Dziś miałeś operację i już chcesz wypis?
- Czyli marne szanse, że zagram z Realem w tą środę?
- Teraz w środę? Ciebie chyba pogięło. Ale cię pocieszę, nie zagrasz przez jakieś 3, może 4 miesiące.
- Jaja sobie robisz? Tak długo?
- Prawdę ci mówię i to nie długo, znam takich co po 3 latach byli w oszołomieniu.
- O ja….

Kilka miesięcy później…

Ola pojechała do Dortmundu, aby pobyć z przyjaciółmi. Poznała tam Łukasza Piszczka. Był dla niej taki miły… Nie zważała na to. Nie było Wojtka, trenował, po raz kolejny olał ją dla piłki. Postanowiła mu wybaczyć. Gdy wieczorem spotkali się u Kuby na Fifę zaczęła się zabawa.
 Kuba  spojrzał złowrogo na swojego przyjaciela, który po raz kolejny z nim wygrał, co wyprowadziło go z równowagi.
- Rozumiem przegrać raz czy dwa. Ale sześć? - śmiech Łukasza rozniósł się po salonie. - Kubusiu, trenuj dalej.
- Piszczek, grabisz sobie - wycedził przez zaciśnięte zęby pomocnik Borussii. - Miałeś szczęście!
- Ja po prostu jestem lepszy! - zakrzyknął triumfalnie i wyszczerzył się do szatynki. – Olka może to potwierdzić.
Obydwoje utkwili swój wzrok w siedzącej na fotelu Oli , którą cała sytuacja bawiła - zdenerwowany Kuba wściekle rzucający padem o podłogę i zadowolony ze swoich wyników Łukasz, który nabijał się z klubowego kolegi. Ciekawy widok.
- Panu już dziękujemy, zapraszamy w następnym stuleciu - powiedział Kuba, demonstracyjnie wskazując na drzwi, co spotęgowało napad śmiechu u Piszczka.
- Brzuch mnie boli! Chyba zaraz urodzę!
- O nie, kto odbierze poród? - Ola z udawanym przejęciem na twarzy podbiegła do Łukasza. - Czy jest na sali lekarz inny niż ja?
- Z kim ja się zadaję! Ale sam też taki jestem! - Kuba uderzył się w czoło z otwartej dłoni, po czym sam wybuchnął śmiechem. - Całe życie z wariatami.
- Nie masz na co narzekać - Łukasz poklepał go po ramieniu i podniósł się z miejsca. - Było miło, pośmialiśmy się, ale muszę lecieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz