Ola z jednej stony chciała
przyjaźni z Wojtkiem i nie chciała go zranić, a z drugiej strony lubiła Roberta.
Wiedziała, że Lewy odwzajemnia jej uczucia, jego też nie chciała zranić.
Postanowiła pokierować się losem. Próbowała żyć normalnie. Jednak los nie
chciał, aby było normalnie... Tego dnia przyszedł do niej Robert,lecz nie był
sam.
-
Hej, Ola- zaczął- Chcę ci przedstawić
Anię,moją narzeczoną.
-
Hej. Nie musimy się poznaawać, bo się
znamy ze szkoły- Ola nie była zadowolona z decyzji Roberta.
-
To my już idziemy.
Tego dnia Ola chciała jak najszybciej iść do pracy. Gdy już tam dotarła, myślała, że
dzień minie jej jak zawsze. Nagle odebrała telefon z izby przyjęć:
- Pani
doktor!!! Szybko!!
- Co się
stało?
-
Potrzebujemy pani pomocy!
- Dobrze,
tylko o co chodzi?
- Mamy
chłopaka, piłkarza po postrzale!!!!
-Już idę,
nic nie róbcie!!!
Kiedy Ola
zeszła do izby przyjęć zobaczyła Wojtka, leżał na kozetce cały we krwi.
- To
Sandra…- wychrypiał- Widziałem jak strzela… Nie dajcie mi umrzeć!
- Pomogę ci
tylko się nie odzywaj- Ola była zrozpaczona.
- Muszę
pogadać z policją- Wojtek kontynuował.
- Zamknij
się!!!- krzyknęła Ola- Pani Alu, na blok, i po doktora Walkowicza proszę.
Pod
szpitalem szybko zebrali się dziennikarze. Operacja trwała 4 godziny. Po udanej
operacji Ola wyprosiła media i zaczęła dyskusję z rodzicami Wojtka.
- Ola! Jak z
nim?- pani Alicja była zaniepokojona.
- Dzień
dobry. Jest stabilny, miał szczęście.
- Ale co mu
się dokładnie stało?
- Postrzał
od przodu w serce.
- To wiemy i
to, że Sandra się przyznała i od razu poszła na dożywocie.- mama nie dawała
spokoju- Ale chodzi o stan zdrowia, o te choroby czy co tam….
- To dobrze,
że się wyjaśniło- Ola nadal była w stanie nie wiary w zdarzenie- A o chorobę
pani pyta? To miał postrzał w prawą komorę serca i powiększenie aorty tętniczej,
operowaliśmy, każda sekunda się liczyła, tak naprawdę walczyłam z czasem,
walczyłam o niego. Nie było dużych komplikacji. Dojdzie do siebie.
W tym
momencie chłopak obudził się z narkozy.
-
Przepraszam, muszę tam iść.- Ola oznajmiła rodzicom chłopaka.
- Ale nic
się nie stało?- pierwszy raz odezwał się tata Wojtka
- Nie. Jest
dobrze.
Ola szybko
wbiegła do sali.
- Hej…-
Wojtek ją rozpoznał
- Cześć. Nie
boli cię nic?
- Nie…
Dziękuję.
- Za co
dziękujesz?- Ola był zdziwiona.
- Za
uratowanie.
- Nie dziękuj,
to moja praca.
Ola chciała
już wyjść, ale usłyszała wołanie:
- Ola! Mam
pytanie….
- Co chcesz?
- Czy ja
wrócę do piłki? Tylko szczerze!
- Wrócisz,
tylko nie wiem kiedy. Coś jeszcze?
- Może
posiedzisz ze mną?
- Oj, ty się
nigdy nie zmienisz. Aha i Sandra się przyznała.
- Fajnie, to
zostajesz?
- Mam też innych pacjentów.
- To weź po
pracy wpadnij, proszę….
- Pomyślę,
pa.
- Na razie .
Po dyżurze
poszła na chwilkę do przyjaciela. Nie chciała być tam długo, bo nie można go
męczyć.
- O, jednak
jesteś! Super!- chłopak był zadowolony.
- Hej.
Jestem, jestem. Jak się czujesz? Tylko szczerze, bo rano udawałeś, że wszystko
dobrze.
- Nie boli…
No prawie, tylko czasem. A jak dyżur?
- Dyżur był
męczący, ale pomogłam innym.
- Ja bym tak
nie mógł.
- Jak?
- Operować i
iść zjeść obiad. To by mnie przerosło.
- Ta. Pewnie
tak, to dla mnie normalne.
- A
korzystając z okazji, to kiedy mam wypis?
- Idiota!
Wypis? Dziś miałeś operację i już chcesz wypis?
- Czyli
marne szanse, że zagram z Realem w tą środę?
- Teraz w
środę? Ciebie chyba pogięło. Ale cię pocieszę, nie zagrasz przez jakieś 3, może
4 miesiące.
- Jaja sobie
robisz? Tak długo?
- Prawdę ci
mówię i to nie długo, znam takich co po 3 latach byli w oszołomieniu.
- O ja….
Kilka
miesięcy później…
Ola pojechała do Dortmundu,
aby pobyć z przyjaciółmi. Poznała tam Łukasza Piszczka. Był dla niej taki miły…
Nie zważała na to. Nie było Wojtka, trenował, po raz kolejny olał ją dla piłki.
Postanowiła mu wybaczyć. Gdy wieczorem spotkali się u Kuby na Fifę zaczęła się
zabawa.
Kuba spojrzał
złowrogo na swojego przyjaciela, który po raz kolejny z nim wygrał, co
wyprowadziło go z równowagi.
- Rozumiem przegrać raz czy dwa. Ale sześć? - śmiech Łukasza rozniósł się po salonie. - Kubusiu, trenuj dalej.
- Piszczek, grabisz sobie - wycedził przez zaciśnięte zęby pomocnik Borussii. - Miałeś szczęście!
- Ja po prostu jestem lepszy! - zakrzyknął triumfalnie i wyszczerzył się do szatynki. – Olka może to potwierdzić.
Obydwoje utkwili swój wzrok w siedzącej na fotelu Oli , którą cała sytuacja bawiła - zdenerwowany Kuba wściekle rzucający padem o podłogę i zadowolony ze swoich wyników Łukasz, który nabijał się z klubowego kolegi. Ciekawy widok.
- Panu już dziękujemy, zapraszamy w następnym stuleciu - powiedział Kuba, demonstracyjnie wskazując na drzwi, co spotęgowało napad śmiechu u Piszczka.
- Brzuch mnie boli! Chyba zaraz urodzę!
- O nie, kto odbierze poród? - Ola z udawanym przejęciem na twarzy podbiegła do Łukasza. - Czy jest na sali lekarz inny niż ja?
- Z kim ja się zadaję! Ale sam też taki jestem! - Kuba uderzył się w czoło z otwartej dłoni, po czym sam wybuchnął śmiechem. - Całe życie z wariatami.
- Nie masz na co narzekać - Łukasz poklepał go po ramieniu i podniósł się z miejsca. - Było miło, pośmialiśmy się, ale muszę lecieć.
- Rozumiem przegrać raz czy dwa. Ale sześć? - śmiech Łukasza rozniósł się po salonie. - Kubusiu, trenuj dalej.
- Piszczek, grabisz sobie - wycedził przez zaciśnięte zęby pomocnik Borussii. - Miałeś szczęście!
- Ja po prostu jestem lepszy! - zakrzyknął triumfalnie i wyszczerzył się do szatynki. – Olka może to potwierdzić.
Obydwoje utkwili swój wzrok w siedzącej na fotelu Oli , którą cała sytuacja bawiła - zdenerwowany Kuba wściekle rzucający padem o podłogę i zadowolony ze swoich wyników Łukasz, który nabijał się z klubowego kolegi. Ciekawy widok.
- Panu już dziękujemy, zapraszamy w następnym stuleciu - powiedział Kuba, demonstracyjnie wskazując na drzwi, co spotęgowało napad śmiechu u Piszczka.
- Brzuch mnie boli! Chyba zaraz urodzę!
- O nie, kto odbierze poród? - Ola z udawanym przejęciem na twarzy podbiegła do Łukasza. - Czy jest na sali lekarz inny niż ja?
- Z kim ja się zadaję! Ale sam też taki jestem! - Kuba uderzył się w czoło z otwartej dłoni, po czym sam wybuchnął śmiechem. - Całe życie z wariatami.
- Nie masz na co narzekać - Łukasz poklepał go po ramieniu i podniósł się z miejsca. - Było miło, pośmialiśmy się, ale muszę lecieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz