czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 11



Ola była już wytrwałą przyjaciółką piłkarzy. Postanowiła wyprowadzić się od siostry i kupić własne mieszkanie. Kupiła coś w zacisznym bloku w centrum Gdańska. Nie lubiła tego mieszkania. Postanowiła więc wyjechać do rodziców. Gdy tam dojechała zastała ją niespodzianka. W domu zobaczyła Gerarda Pique. Nie wierzyła, że spotyka swojego kolegę w ich domu, dodatkowo dziwił ją fakt, że rodzice się z nim dogadują.
-         Hi!- zawołała Ola - What are you doing here?
-         Cześć!- uśmiechnął się- Ja mówię po Polsku.
-         Jak to?- jej zdziwienie było ogromne- Od kiedy?
-         Od dziecka, mój dziadek był Polakiem, nie mówiłem o tym wcześniej, bo się zgrywałem.
-         Spoko, normalka.
2 dni później Pikuś, jak nazywali go koledzy z szatni zabrał Olę na tajemniczą wycieczkę nad jezioro. Dojechali tam po dwóch godzinach. Usiedli na mostku i zaczęli rozmawiać.
-Odpowiesz mi na jedno pytanie? – Zadał kolejne tego wieczoru pytanie.
-Zależy jakie…
-Proste. Jesteś śliczna, mądra, zabawna, kochana, inteligentna, wspaniała. Dlaczego nikogo nie masz?– Przypadkowo dotknął jej dłoni.
-O to samo mogłabym zapytać Ciebie… -Próbowała wymigać się z zadanego przez niego pytania.
-Pierwszy zapytałem. -  Wyszczerzył się.
-Miałam kogoś bardzo niedawno… – Zaczęła niepewnie.
-Skrzywdził cię? –Przerwał jej głośno.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-Powiedzmy, że nie byliśmy sobie przeznaczeni. – Wciąż nie potrafiąc myśleć o Robercie, jak o kimś złym. 
-Wierzysz w przeznaczenie? – Wyłapał słowo, które przed chwilą powiedziała.
Chwilę się zastanawiała.
-Trudno powiedzieć. – Rzekła w końcu, starając się zakończyć trwający między nimi kontakt wzrokowy. – Kiedyś wierzyłam. Myślałam, że ja i on byliśmy sobie przeznaczeni, ale… myliłam się. Nie chcę do tego wracać. – Dodała.
- Jak cię kiedykolwiek skrzywdzi to go zabiję- obiecał ze śmiechem.
-A ty? Dlaczego nikogo nie masz?
-Szukam tej jedynej. – Powiedział dumnym tonem głosu, po czym zaśmiał się. –A tak naprawdę, to sam nie wiem.
-Pewnie miałeś już tyle dziewczyn, że Ci się znudziły. – Zasugerowała ze śmiechem.
-Nie, to nie to. – Zaprzeczył. – Sam nie wiem.
- Oho. Już 24! Wracamy- zadecydowała Ola.
- Jak tylko chcesz!
Wdychała przyjemny zapach, panujący w jego samochodzie i nie mogła oprzeć się nieodpartej pokusie spojrzenia na niego. Był świetnym kierowcą, za nic miał ograniczenia prędkości, a to niezmiernie się jej podobało. 
-Mam pytanie. – Oświadczył.
-Znowu? – Skomentowała głośno. – O co tym razem chodzi. – Dodała.
-Tylko, odpowiedz szczerze! – Zastrzegł patrząc na jej oczy w lusterku.
-Zawsze  jestem szczera! – Skłamała, udając urażoną. – Wątpisz w to? – Dodała widząc uśmiech na jego twarzy. Uśmiech, który tak bardzo lubiła. Te urocze dołeczki, pojawiające się, co rusz w jego policzkach…
-Gdzież bym śmiał. Więc, Olu , czy chciałabyś się jeszcze kiedyś zakochać? – Lubił wiedzieć, na czym stoi, i chciał, aby tym razem też tak było.
-Sama nie wiem. – Odpowiedziała bez dłuższego namysłu. Nie chciała dawać nadziei chłopakowi, ale nim spostrzegła właśnie dała mu jej sporo. –Może, kiedyś. Potrzebuję czasu. – Dodała.
-Mogę poczekać, tak długo, jak będziesz chciała. – Tym zdaniem, tylko utwierdził ją w przekonaniu, że się w niej zakochał, że dała mu jednak tej nadziei za dużo. O wiele za dużo. Poszła do domu i położyła się, myślała, że mama ją zabije, że tak późno wróciła.
Obudził ją kolejny sygnał wibrującego pod poduszką telefonu. Zdenerwowana i zaspana pomyślała, że zabije osobę, która dzwoni do niej tak wcześnie. Otworzyła oczy, jednak szybko zamknęła je pod wpływem gorących i rażących w oczy promieni słonecznych wpadających przez odsłonięte okno. Uświadomiła sobie, że zapomniała zasunąć zasłon. Wiedziała, że będzie to gorący dzień. Odebrała szybko wciąż dzwoniący telefon.
-Halo? – Powiedziała zmęczona, nie otwierając oczu.
-Cześć Olcia  stęskniłaś się za mną? – Usłyszała w słuchawce głos rozbawionego Gerarda. – Nie musisz odpowiadać, wiem, że tak. – Dodał z dużą pewnością siebie.
- Nie bądź za pewny  Mogę wiedzieć, co jest przyczyną, tego jakże niespodziewanego telefonu? – Warknęła.
Zaśmiał się głośno.
-Nie mogłem pozwolić, żebyś straciła taki piękny dzień śpiąc. – Oznajmił, dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek.
-Jest szósta.
-Wiem, która jest godzina, mam zegarek na wyświetlaczu telefonu. – Powiedział. – Mam już dla ciebie plany na dzisiejszy dzień. – Rzekł dumnie.
- Nie ma mowy. Wczoraj się za dużo zabawiłam.
- No ej, ja się tu bawię, a ty mi to psujesz!
- To masz problem. Nikt ci nie kazał tu przebywać i gdzie ty jesteś?
- Po pierwsze nie mam problemu, po drugie Igor mnie zmusił, a po trzecie nie ma mnie w domu.
- To gdzie jesteś? Jak nie wrócisz to muszę za ciebie świecić oczami przed rodzicami.
- W sklepie jestem. No to zaświeć, wyjdzie ci to jak zawsze. Cześć.
- Na razie.
Rzuciła telefonem. Była wściekła, więc poszła pobiegać. W parku wydawało się jej, że ktoś ją śledzi. Starała się na to nie zważać. Nagle poczuła silne uderzenie w głowę. Reszty nie pamiętała, ale obudziła się w ciemnym magazynie. Dwóch rabusiów najwyraźniej chciało coś od niej. Po godzinie wiedziała, że ją z kimś pomylili. Była tam cały rok. Nie widziała Eweliny, Artura już 2 lata. Ciekawa była, czy ją pamiętają. Są już tacy duzi, Ewelina ma 4 latka, a Artur 5.- myślała.
Pewnego dnia uwolniła się, zbiła rabusiów i wezwała policję. Zatrzymano ich raz na zawsze. Biegła do domu jak na skrzydłach. Wszyscy oczywiście wiedzieli o jej odnalezieniu.

Kilka tygodni później….
Mieszkała chwilowo u rodziców, bo oni pojechali do Izy. Sama Ola też tam była i mimo jej obaw dzieci ją poznały. Myślała, że będzie sama, ale oczywiście jej kochany brat musiał sprowadzić do niej Pique. Nie przejmowała się tym, lecz zadzwoniła do Piszczka:
- Oho! Ktoś zatęsknił i sobie o nas przypomniał!!- usłyszała znajomy głos.
- Tak, co u was?
- Dobrze, a co tak hałasuje?
- Wideo rozmowa z Izką. Mogę?
- Jasne. Ale nie daruję ci tej rozmowy.
- Ok., pa.
Odebrała telefon od Izy. Nie rozmawiały długo, bo przerwał im dzwonek do drzwi u Izy. To byli oczywiście rodzice. Iza spojrzała na siostrę z wyrzutem i poszła otworzyć.
W tym czasie drzwi domu rodziców trzasnęły z hukiem.
-Się ma Ola ! Co dobrego dziś na obiad ? – jak zawsze wpadał do jej królestwa bez zapowiedzi.
-Pique czy Ty nigdy nie nauczysz się pukać ? Rozumiem, że to skomplikowane, ale dzwonek też posiadam i naciśnięcie guziczka nie wydaje się tak trudne –zmroziła go swoim spojrzeniem, gdy on zupełnie niezrażony jej wybuchem zasiadł na kuchennym krześle. 
-Po co te nerwy maleńka ? – zaśmiał się tak głośno, że można go było usłyszeć w całej posiadłości.
-Ciekawe czy byłbyś taki mądry, gdybym stała sobie nago co ? – spojrzała na niego jeszcze raz spod swoich przymrużonych powiek i wróciła do mieszania zawartości w niewielkim garnuszku.
-A co ja kobiety bez ubrania nie widziałem ?  Za kogo Ty mnie masz ! No już smile i powiedź, co upichciłaś dla swojego malutkiego Gerarda – wstał z zajmowanego wcześniej miejsca, aby po chwili stanąć za jej plecami. Pochylił się delikatnie do przodu, aby zobaczyć co znajduje się w garnkach.
-Malutki ? Dobre mi sobie, naprawdę. To, co lubisz najbardziej.
- Wiesz, że uwielbiam twoją kuchnię! Tylko nie mów tego moim rodzicom.
-Kłamca – nie wytrzymała wybuchając śmiechem. Taka była natura Gerarda Pique. Nie było osoby, której nie potrafiłby rozbawić. Po opanowaniu zasiedli razem przy stole mając zamiar zjeść przygotowane przez dziewczynę spaghetti carbonara.  
Zimny prysznic przynosił ulgę w nadzwyczaj upalny dzień, który od samego rana nękał mieszkańców Lidzbarka . Ola  właśnie zdążyła opatulić się białym ręcznikiem, który nie zasłaniał za wiele, gdy do jej sypialni wparował Gerard.
- Gdzie jesteś ? – krzyczał w niebo głosy wchodząc do jej pokoju. Po chwili zauważył jej głowę, a potem i resztę ciała przyjaciółki, którą mógł podziwiać w niecodziennej odsłonie. Owinięta była jedynie krótkim ręczniczkiem, a z jej włosów i ramion ściekały kropelki wody, które pokrywały delikatnie również jej dekolt.
-Prosiłam abyś nauczył się pukać – upomniała go mrożąc swoim spojrzeniem. Zupełnie nie dostrzegła tego, w jaki sposób on lustruje każdy milimetr jej ciała. Przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie słowa nieco zawstydzony.
-Wybacz myślałem, że będziesz w salonie, ale no …
-Dobra Pique mów o co Ci chodzi. Zgłodniałeś?
- Nie, 2 dni będę spał w ogrodzie pod namiotem.
- Jak chcesz.
- Tylko może zamieszkamy tam razem?
- Nie jestem idiotką, a w ogóle to jadę dziś do kliniki Tretera, bo mają ważną sprawę.
- Spoko, więcej miejsca dla mnie!!!!
Ten dzień Ola spędziła w klinice kolegi. Chodziło o siatkarza- Zbigniewa Bartmana. Miał podejrzenie raka kości.
- Cześć, jestem Ola- powiedziała wkraczając do jego Sali.- Zemdlałeś na treningu, tak?
- Zbyszek, dla znajomych Zibi. Tak, będziesz moją lekarką?
- Będę, ale nie chcę oszukiwać. Masz podejrzenie raka. Musisz na jakiś czas skończyć z grą.
- Co? Jaja sobie robisz?
- Nie, podejmujesz leczenie?
- Tak, ale ty mi to mówisz? Czemu ty? Nie wiesz jak to jest rzucić marzenia.
- Wiem, miałam wypadek, grałam w siatkówkę. Nie mogę grać do końca życia. Ale jak leczenie się uda to wracasz do gry. A ja nigdy nie wrócę…
- Ok., spoko.
Wróciła zdołowana. Powróciły dawne wspomnienia i marzenia. W domu zastała rozwalone kwiaty i kolację.
- Hej, jesteś już! Extra. A więc NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!
- Cześć, dzięki. Z jakiej to okazji?
- Musimy pogadać….
- Ok., wal prosto z mostu!
- A więc ja cię kocham i nie wiem jak mógłbym dalej żyć bez ciebie. Czy będziesz ze mną?
- Uuuu. Myślałam, że nigdy nie zapytasz…- Ola uśmiechnęła się ciepło.
- Ale zgadzasz się?
- Jasne….
Tę noc spędzili razem. Ola napisała SMS do całej rodziny i przyjaciół z wiadomością, że nabyła sobie Pikusia. Następnego dnia musiał jechać na trening i wziąć sobie jeszcze trochę wolnego. Na miejscu od razu podszedł do niego Igor.
- Hej, stary. Musimy pogadać.- zaczął.- Masz…
- Tak, wiem. Mam się trzymać na baczności, pilnować twojej siostry, nie zranić jej, bo w przeciwnym razie policzę się z tobą.- przerwał koledze.- A teraz pozwól jechać do domu, ok.?
- Jasne.
Cały rozbawiony wpadł do domu. Oczywiście znów nie użył dzwonka. Widok, który zobaczył zadziwił go zupełnie.
- Wybierasz się gdzieś?- zapytał na widok Oli pakującej torbę.
- Nie, ale ty tak.- starała się nie wybuchnąć śmiechem.
- Wyrzucasz mnie?
- Tak jakby. Chciałeś spać w namiocie to cię tam wprowadzę.
- Odechciało mi się, wiesz?
- Nie ma tak. Ty na piachu lub trawie a ja w domku.
- Daj mi namiot!
- Nie mam.
- Co?
- Nie mam namiotu, znaczy się mam, ale nie wiem gdzie i nie będę szukała.
- Spoko. Czyli wystawiasz mnie na piach, takiego małego i bezbronnego?
- Nie zgrywaj się. Oboje wiemy, że nie jesteś bezbronny, a tym bardziej mały.
- Wiem, ale nie możemy chociaż poudawać?
- Nie!
- Ok.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz