czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 8



Minął kolejny miesiąc, a zima ku radości Oli najwyraźniej na dobre pożegnała się już z Dortmundem. Zarówno ta zasypująca miasto śniegiem i racząca piętnastostopniowymi mrozami jak i ta w jej relacjach z Robertem. Po nagłych roztopach pojawiły się pierwsze oznaki wiosny. Nie można powiedzieć, że się nie kłócili. Ciężko było policzyć ile razy ochrzaniła swojego gospodarza za głupi zwyczaj picia mleka prosto z kartonu, co oczywiście w żaden sposób na niego nie wpływało bo wciąż robił tak samo. Przez kłótnie i policzek chyba wreszcie udało im się nawiązać sympatyczną kumpelską relację. Ola była zaskoczona jak dobrze potrafią się dogadywać, jeżeli jedno z nich akurat nie jest obrażone na cały świat. Dortmund stał się jej drugim domem i czasami łapała się na tym, że właściwie nie tęskni i nie odlicza dni dzielących ją od powrotu do Gdańska. A przecież powinna...
Tego dnia była w firmie budowlanej, którą chciała wkręcić w budowę kliniki. Lubiła swoją nową koleżankę Sophie. Często rozmawiały na różne tematy. Nagle zamyśliła się, myślała o siostrze i o Wojtku. Po chwili dostała SMS od Kuby. Umówili się na kawie. Kuba spóźnił się tylko 5 minut.
- Cześć dzieciaku. - Powiesił kurtkę na oparciu krzesła po przeciwnej stronie stolika i pocałował przyjaciółkę w policzek na przywitanie. - Przepraszam, byłbym wcześniej, ale nie mogłem znaleźć miejsca parkingowego. Jak tam w pracy? Chodzi mi  o firmę budowlaną.
- Serio muszę odpowiadać?
- No chyba rzeczywiście nie - do stolika podeszła kelnerka. - Dla pani duże karmelowe latte, a dla mnie czarna kawa z dwoma łyżeczkami cukru.
- I jeszcze kremówka. - Dodała Malinowska.
- Oczywiście.
- Tylko nie mów Piszczkowi. - Ola  uśmiechnęła się. - Znowu będzie mnie uświadamiał, że to wszystko idzie w tyłek.
Piętnaście minut później oboje popijali swoje kawy, a Ola zajadała kremówkę słuchając opowieści Kuby. Właściwie to mówił jakoś jak nie on, totalnie nieskładnie i widać było, że nie wie jak zabrać się do właściwego tematu.
- Co jest Kubuś? - Zapytała w końcu dziewczyna. - Motasz się troszkę braciszku.
- Bo mam sprawę. - Przyznał.
- Domyśliłam się, że do plotek, aż tak by Ci się nie paliło.
- Pokłóciłem się z Agatą. Właściwie to ona wygarnęła mi, że nie mam dla niej czasu, że tylko treningi mi w głowie i że przestałem ją zaskakiwać jak kiedyś.
- A ma rację?
- Oj, wiesz jak jest... – chłopak spuścił głowę.
Ola wbijała w niego ostre spojrzenie.
- No ok, ma rację. - Przyznał. - Pomożesz mi coś z tym zrobić?
- Ja? Co mam Ci pomóc wybrać jakiś ładny prezent? - Pokiwał twierdząco głową. - Raczej musisz jej pokazać, że stać cię na coś szalonego, czego się nie spodziewa, wiesz, żeby poczuła się wyjątkowo.
- A jaśniej?
- Kubuś proszę Cię... - Przewróciła oczami. - Nie wiem, zabierz ją gdzieś. Tak romantyczny weekend we dwoje jest tym czego potrzebujecie. - Uśmiechnęła się zadowolona ze swojego pomysłu. - Nie gracie w tą sobotę prawda?
- W sumie mógłbym pogadać z  trenerem, pewnie by się zgodził. – Kuba i zaczął się zastanawiać nad pomysłem przyjaciółki.
Ola była pewna, że uratowała kolejny związek. Pomogła Kubie wszystko zorganizować. Była szczęśliwa. Musiała jeden dzień opiekować się Oliwką- córką Kuby, potem miała przyjechać po nią babcia. Po 21 zeszła na herbatę do salonu.
- Oliwia śpi?- Ola zapytała wyraźnie z troską.
-Wykończyła wujka i padła. Chcesz pizze?
- Karmiłeś dwuletnie dziecko pizzą? - Ola popatrzyła na niego zaskoczona.
- Zjadła kawałek. - Robert wzruszył ramionami. - Lepiej nie mów o tym Kubie. To jak chcesz trochę?
Wzięła talerz, kubek z ciepłą herbatą i rozsiadła się obok niego na kanapie. Lewy podał jej leżący na oparciu koc.
- Zastanawiam się gdzie jest haczyk. - Powiedziała Ola.
- Haczyk?
- No w tym, twoim nowym zachowaniu. - Ugryzła kawałek pizzy.- Zmiana miła, ale zaskakująca.
- Wiesz, ogólnie jestem miły. - Uśmiechnął się Robert pod nosem, a Malinowska spojrzała na niego rozbawiona. - Ustaliliśmy przecież, że moje wcześniejsze zachowanie to był falstart. Próbuję się zrehabilitować.
- Ok., super. Idę spać.
- Dobranoc.
Następnego dnia Ola obudziła się i zobaczyła na stoliku w kuchni kartkę z napisem: ,, Obiad mi zróbJ Wracam wcześnie i ruszamy z chłopakami( z Polski) na zakupy!!!!! Wpadnie też Wojtek. Pozdrawiam Robert”
Debil- pomyślała Ola, ale cieszyła się z zakupów. Postanowiła połączyć się z siostrą przez Skype.
- Hej mała. Wreszcie dzwonisz!- usłyszała głos siostry.
- Cześć. Co u was? Jak dzieci?
- Dobrze, a jak z Lewym? Pogodziliście się?
- A byliśmy skłóceni? Jest ok.
- Artur tęskni za ciocią. Ewelina ma dziś 11 miesięcy.
- Jak szybko minęło….- Ola zamyśliła się.
- Kiedy  wracasz do Polski?
- No…. Jak wszystko załatwię. Nie wiem dokładnie.
- Dobra, lecę, bo Alan z dziećmi z zakupów wrócili. Trzymaj się i wracaj do nas!!
- Na razie.
Minęła godzina 14, Robert wrócił i poszli do centrum handlowego. Piszczu cały czas chciał, aby coś przymierzyła. W końcu mu uległa i przymierzyła białą, zwiewną sukienkę. Gdy wyszła i zobaczyła się w dużym lustrze spodobała jej się sukienka.
- Chyba ją wezmę.
Łukasz i Kuba przecierali oczy ze zdziwienia, a Lewy stał i wpatrywał się w dziewczynę jak w jakiś wiszący w kościele obrazek, po chwili dołączył do niego Łukasz.
- Zaraz jakąś muchę połkniecie. - Upomniał ich Kuba  cichaczem. - No Olka. Wyglądasz świetnie.
- Świetnie. – Wojtek  wstał ze swojego miejsca i podszedł do Oli. - Idealnie, a nie świetnie. Powiedz tylko słowo o pani, jeszcze dziś ściągnę księdza, a jutro będziemy w podróży poślubnej na Krecie.
- Chyba na tym krecie co Kubie ostatnio rabatki w ogródku rozkopał. - Stwierdził Piszczek. - Ale fakt faktem, że  wyglądasz cudownie, jak jakaś bogini
- Robert? – Ola uśmiechnęła się do Lewandowskiego. - Co myślisz...
- Tak właściwie. - Zaczął się przez chwilę zastanawiać. - W sumie to rozważam, jak dużym skandalem byłoby gdyby świadek porwał pannę młodą z wesela.
Zapadła wyjątkowo niezręczna cisza.
- Nie słuchaj go.- Stwierdził Kuba próbując rozładować atmosferę. - Dostał dziś piłką w głowę na treningu i od tej pory głupie żarty się go trzymają.
- Tak, racja. - Przyznał Robert.
Ola wróciła do domu zastanawiając się nad słowami przyjaciela. Wojtek pojechał, to było coś. Ola cieszyła się, że nie pytał o tamtą sprawę. Dostali też zaproszenie do jakiegoś Reusa, którego Ola nie znała, ale postanowiła iść jako koleżanka polskiego trio. Na imprezie od razu zobaczyli Piszczka.
- Spóźniliście się. - Łukasz z kolorowym drinkiem w ręku wyrósł przed nimi niczym zjawa.
- Kobiety. - Skwitował, krótko Robert, a Piszczek potrząsnął ze zrozumieniem głową.
- Ej! – Ola  z oburzeniem popatrzyła na obu. - Spędziłam w łazience mniej czasu niż ty. - Dla podkreślenia swoich słów dźgnęła Lewego z całej siły palcem w klatkę piersiową. 
- Ej! To bolało.- Lewy rozmasowywał miejsce bólu.
- Miało boleć.
-Ja tam nie wnikam w wasze wewnętrzne problemy łazienkowe. - Stwierdził Piszczek. - Wiele nie straciliście w każdym razie. Robercik weź potrzymaj. - Wcisnął Lewemu do ręki drinka. - Któryś z Benderów, zabij mnie, ale nie powiem Ci który porwał mi, jakąś laskę, z którą tańczyłem w takim razie...mogę panią prosić?
Ola  chętnie podała mu rękę i dała się zaciągnąć w tłum postaci wirujących na środku salonu w rytm lecącej z głośników muzyki. Robert patrzył na nich przez chwilę po czym skierował się do ustawionego w kącie stołu barowego przy którym Wasilewski i Goetze tworzyli fantazyjne napoje o mimo wszystko wątpliwej zdatności do spożycia.
Dwie godziny później Piszczek razem z Kubą siedzieli z boku popijając piwo.
- Stary, chyba będę musiał z kimś sobie pogadać. - Łukasz zaczął wstawać.
- Siedź. - Kuba zatrzymał go ręką. - Nie rób niepotrzebnie siary Piszczuś.
- Co tam panowie? - Dołączył do nich Wasyl razem z Kasią.
- Ok. - Rozochocił się Wasyl- Idziemy walnąć tamtych spod ściany?
- Nigdzie nie idziecie. - Stwierdził Kuba. - Lepiej tam popatrz.
Obrócił Wasyla i wskazał na inną część "parkietu" gdzie aktualnie Ola roześmiana od ucha do ucha tańczyła z niemniej zadowolonym Robertem.
- Co wy jej zrobiliście?- chłopaki usłyszeli głos Izy.
- Izia!!!!!! Nic.- odpowiedzieli chórem- A co ty tu robisz?
- Przyjechałam do siostry- Iza była zadowolona.- Dawno jej takiej nie widziałam. Nie wiem jak to robicie, ale to zupełnie inna Ola niż w Polsce i nie mówię tylko o tym konkretnym momencie.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Zaczął ciągnąć temat Piszczek.
- Że tutaj jest spontaniczna, wesoła i pełna życia, ta w Polsce była rozważna, poukładana i zdecydowanie nie dałaby się zaciągnąć na taką imprezę.
- To na pewno siła mojego uroku osobistego. - Stwierdził dumnie Kuba. Spojrzenia całej trójki wyraźnie mówiły, że w to wątpią. - No co?
Piosenka skończyła się i Mats, który aktualnie dorwał się do laptopa uznał, że podkręci ostro tempo puszczając hit mundialu  w wykonaniu Ricky'ego Martina.
- Go, go, go! Ale, ale, ale! - Zaczął się wydzierać wskakując na odsunięty pod ścianę stolik na kawę.
W tym czasie Ola  i Robert dołączyli do przyjaciół.
- Lewy, kto by pomyślał, że tak potrafisz się ruszać. - Piszczek przysunął się do kumpla. - Sam bym z tobą zatańczył, ale boję się, że może to zostać źle odebrane.
- Śmiało panowie. - Zachęcił Wasyl. - Tylko poczekajcie, aż skoczę po aparat.
Łukasz kokieteryjnie zamrugał oczami w kierunku Roberta.
- Innym razem, albo jak będę bardziej pijany. - Odpowiedział Lewandowski.
- A ty co tam pijesz koleżanko droga? - Wasyl zainteresował się drinkiem Oli , wyrywając jej szklankę z dłoni i próbując zawartość. - No chyba żartujesz! Alkoholu w tym tyle, że nawet mrówka by się nie upiła.
- Oddawaj. - Odebrała swoją własność. - Myślę, przyszłościowo. Ktoś musi potem was ogarnąć i pomóc trafić do właściwych łóżek.
- Się znalazła Matka Teresa. - Wasyl nie dawał za wygraną.
- Poza tym, nie tak łatwo mnie upić jak Ci się wydaje Marcinku. Założę się, że mogę wypić więcej niż ty.
- Stoi. - Wasilewski rozpromienił się i wyrwał butelkę wódki z ręki przechodzącego akurat. nieznanego mu zupełnie osobnika. Zabrał ze stołu dwie literatki, wylał resztki ich zawartości na dywan i rozlał do każdej całkiem sporą ilość alkoholu.
- Kubuś...-Ola  z nadzieją spojrzała na Kubę.
- Nie patrz na mnie dzieciaku. - Kuba wzruszył ramionami. - Zakład to zakład.
- Zaczynamy?
Ola  na sekundę się zawahała, przywitała siostrę,  ale sięgnęła po naczynie i równo z Marcinem pod czujnym spojrzeniem reszty opróżniła jego zawartość. Łukasz litościwie podsunął jej natychmiast szklankę soku.
- Brawo. - Pochwalił ją Marcin. - Ale noc jest jeszcze długa kochanie. Przypomnij mi tylko, o co się zakładamy?
- Przegrany robi jutro wygranemu śniadanie do łóżka?
- Pasuje. - Wasyl sięgnął po raz drugi po butelkę.
- Nie tak szybko. - Zatrzymała go Ola. - Teraz chcę zatańczyć z moim braciszkiem. Kubuś?
Kubuś i chętnie wstał i poszedł z Leną na parkiet.
- Mam Cię na oku! - Krzyknął jeszcze za nimi Wasyl.
- Mogę? - Lewy wyciągnął rękę prosząc Izę do tańca.
- Jasne.
- Się nam chłopak rozruszał. - Piszczek zamiast Oli opróżnił naszykowany przez Wasyla kieliszek. - A ze mną to nie chciał zatańczyć.
Trudno było stwierdzić, kto wygrał zakład. Jednak wszyscy ruszyli do Kuby na ,,after party”. Oczywiście był to blef, aby wyciągnąć z lokalu Wasyla.
Iza  podała wszystkim ich okrycia wierzchnie. – Łukasz  jedź z nami, to pomożesz nam go w razie czego ogarnąć. Robert poradzisz sobie z Olą?
Lewandowski skinął głową pomagając wyjątkowo posłusznej Malinowskiej  założyć kurtkę.
- Najwyżej przerzuci ją przez ramię i zaniesie. - Stwierdził błyskotliwie Piszczek.
- Nie mędrkuj. –odparła Iza.

Robert  mocował się próbując trafić kluczem do zamka. Był w zdecydowanie lepszym stanie niż Ola , ale swoje i tak wypił, a zadanie dodatkowo utrudniała mu panująca na klatce schodowej ciemność.
- Poczekaj do jutra. - Odpowiedział i w końcu przekręcił klucz w zamku. - Mam nadzieję, że masz jeszcze te swoje tabletki. No chodź .
Nie zapalał światła wiedząc z doświadczenia, że ostre światło nie jest zbyt przyjemne. Po omacku zaprowadził Olkę  za rękę do jej pokoju. Dziewczyna natychmiast położyła się na łóżku i zwinęła w kłębek. Zabrał leżący z boku koc i przykrył ją po czym na palcach zaczął kierować się do wyjścia.
- Zostań. - Usłyszał cichy głos.- Lepiej się będę czuła jak ze mną zostaniesz.
Nie odpowiedział, ale cofnął się i zdejmując wcześniej buty położył po drugiej stronie łóżka. Po chwili Ola  przysunęła się i przytuliła do jego ramienia.
- Zabawne. - Stwierdziła.
- Co jest takie zabawne?
- Niby zachowywałeś się w stosunku do mnie jak skończony dupek przez większość naszej znajomości, a i tak myślę, że gdyby nie Kuba mogłabym się w Tobie zakochać.
Całkowicie go zaskoczyła i miał sto procent pewności, że gdyby nie alkohol w życiu by tego nie powiedziała. Nie od dziś wiadomo, że procenty szalejące we krwi rozwiązują język lepiej niż cokolwiek innego. Co miał niby odpowiedzieć? Że myśli tak samo? A może, że wcale nie żartował w tym salonie ? Po jakiejś godzinie poszedł do siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz