niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 14- FINAŁ



Ustalono datę ślubu- 16 czerwca w sobotę. Świadkiem był Wojtek, a świadkowi Iza. Wszyscy świetnie bawili się na weselu. Ola wyprowadziła się na stałe do Niemiec. Jednak po krótkim szczęściu przyszedł czas na pech. Ola dowiedziała się, że cierpi na raka kości z przerzutem na serce. Poszła do szpitala. Podjęła się chemii, ale z dnia na dzień czuła się coraz gorzej.
- Robert, ja nie chcę umrzeć- powiedziała pewnego razu.
- Co ty, jesteś lekarzem, wiesz jakie masz szanse. Nie umrzesz- powiedział ze smutkiem.- Masz dla kogo żyć… Masz mnie i Adasia.
- Wiem, idę spać, zmęczyłam się…
Robert zostawił Olę samą. Zadzwonił po Wojtka, aby ten szybko przyjechał. Po 2 godzinach Wojciech pojawił się w szpitalu.
- Wojtek, siedź tu, a ja idę do lekarza zapytać o Olkę.
Po tych słowach poszedł do Andrzeja, który specjalnie przyjechał do Niemiec.
- Panie doktorze, co z nią ?
- Szczerze?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tak.
- Nie ma już dla niej ratunku, chyba, że przywiezie pan lek z Monachium.
- Jadę już jadę.
Robert gnał na ,,zbity pysk”, aby zdążyć na czas, pędził ile mu pozwalał silnik. Gdy w końcu dotarł do kliniki z lekiem Wojtek pokiwał przecząco głową.
- Już nie da rady, przyjechałeś za późno…- Wojtek szeptem próbował pohamować smutek.
- Ja do niej wejdę, ja chcesz też możesz.- powiedział Robert.
- Ja już byłem…Idź, czeka na ciebie.
Robert z niepokojem wszedł do Sali Oli.
- Olka…-wyszeptał i złapał ją za rękę, odwzajemniła gest, ale słabo. Nie miała sił.
- Ja umieram…Zaopiekuj się Adasiem, wychowaj go na dobrego człowieka i daj mu listy ode mnie. Są w kredensie za talerzami….Powiedz mojej rodzinie, że ją kocham i będę kochać…..- Ola mówił półgłosem.
- Dobrze, chcę żebyś wiedziała, że bardzo cię kocham…
- Ja też cię kocham…Nie zapomnij o mnie nigdy…Proszę…
- Nie zapomnę, kochanie nigdy nie zapomnę…

- To dobrze…Dasz radę, jak coś niech Iza ci pomoże…Żegnaj na zawsze…- po tych słowach spojrzała na Wojtka, który był ,,przyklejony” do szyby i uśmiechnęła się blado, po czym jej powieki się zamknęły, a ręka zwolniła uścisk. Wszystkie aparaty zaczęły pikać. Odeszła, odeszła na zawsze. Robert posiedział jeszcze chwilkę, a potem pielęgniarki kazały mu opuścić salę. Robert wyszedł na korytarz, gdzie zjawił się też Łukasz i Kuba.
- Stary, tak mi przykro- powiedział Kuba- My też ją kochaliśmy.
- A gdzie Wojtek? – zapytał Robert uwalniając się z uścisku Jakuba.
- Jak przyszły piguły to wyszedł. Ale już jest, nie widzisz?
- Widzę…Już jej nie zobaczymy, nie pośmiejemy się z nią, już nic…
Nadszedł dzień pogrzebu. Wszyscy byli bardzo smutni. Wojtek ubrał się w ciemny garnitur razem z Robertem.
***************
Kilka miesięcy później.
Lewy codziennie chodził do Oli na cmentarz i rozmawiał z pomnikiem. Opiekował się Adamem. Teraz tylko mały sprawiał, że miał po co żyć. Kochał Olę i w salonie, jak i w sypialni było pełno zdjęć Oli oraz ich wspólnych.
Robert w listach do Adasia odnalazł też zapiski Oli. Ostatni dzień ze szpitala zapisała tak : ,, To mój ostatni zapisek. Już niedługo mnie nie będzie, umrę. Kocham Roberta, ale to chyba w Wojtku jestem zakochana. Szkoda, że nie zdążę mu o tym powiedzieć. Kocham też Adasia. Mam nadzieję, że chłopaki i Iza poradzą sobie beze mnie. Wiem też, że wygrałam swój pierwszy mecz. Mecz o miłość”
************************
To już ostatni rozdział o przygodach Oli, dziękuję, że byliście ze mną cały czas. Pozdrawiam : Karola :)

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 13



Była około pierwsza w nocy, gdy zadzwonił Klopp, trener Borussi. Mówił, że mieli wypadek i jest tylko jeden gracz jest poszkodowany, a jest nim Łukasz. Okazało się, że leży w jej klinice. Ola pospiesznie zadzwoniła do Roberta.
- Jak się czujecie? Chodzi mi o ciebie i Kubę!- krzyczała do słuchawki.
- Z nami wszystkimi jest ok., mieliśmy badania i jest dobrze. Jedziemy dalej do Monachium. Spokojnie, bo nie wytrzymam z nerwów. Łukasz jest na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Jak dojedziemy dam znać. I nie musisz przyjeżdżać do kliniki….-odpowiadał ze spokojem.
- Ok., tylko nie zapomnij napisać lub zadzwonić, a do szpitala pojadę…Tylko nie zapomnij…- wybuchła płaczem.
- Olka… Nie płacz…Będzie dobrze…Nie zapomnę. Na razie muszę wsiadać do autobusu.
- Pa, pa!
Nie minęło kilka minut, a Ola była w klinice i zapoznała się z historią choroby kolegi. Gdy ze łzami spojrzała na łóżko z Łukaszem podłączonym do wielu urządzeń, chłopak odzyskał przytomność. Ola szybko do niego podbiegła…
-Olka…Czemu płaczesz? Będzie dobrze… Boli mnie biodro i głowa i wszystko…- uśmiechnął się i otarł łzy z jej policzków- Jutro miałem jechać po córkę więc szykuj wypis!
- Ja pojadę po Sarę. Ty nie wyjdziesz tak szybko, teraz śpij i odpocznij…Będę na korytarzu.-powiedziała wyraźnie uspokojona.
Wyszła na korytarz, na którym zobaczyła Wojtka.
- Od razu się tłumaczę: Robert kazał przyjechać i dojechali do Monachium. Będzie dobrze!- po tych słowach mocno przytulił Olę.
- Wojtuś… Wiem, że to nie czas i miejsce, ale na razie nie dam rady być z tobą…Przepraszam….-powiedziała z płaczem.
- Poczekam…Ale spokój tak?
- Tak… Dzięki, że jesteś.
Po chwili Łukasz kiwnął ręką do Oli na znak żeby przyszła do niego.
- Co się stało?- zapytała zaniepokojona dziewczyna.
- Nic, Sara jest w Katowicach. Pojedziesz po nią?- uśmiechnął się tylko.
- Jasne. Adres podaj.
- Ulica Wolności 45 Katowice.
- Ok., idę do domu, ogarniam się i jadę, zostaniesz z Wojtkiem. Wyjaśnisz mu to wszystko?
- Tak, jasne. Uważaj na siebie.
Wyszła z Sali kolegi, oznajmiła Wojtkowi plan zdarzeń.
- Ok., poradzimy sobie!- zatrzymał ją jeszcze.
- Tak wiem, masz wakacje?
- Mam i spędzam je w Gdańsku. Leć już.
- Buziaki. Jak coś to dzwoń.
Po tych słowach pojechała do domu Lewego i pognała do Polski. Gdy była w Katowicach około 12 w południe, szukała ulicy Wolności. Po chwili znalazła się przed domem pani Haliny. Dom był duży, miał ogród. Był zupełnie taki jakim wyobrażała sobie go Ola. Po namyśle zadzwoniła dzwonkiem. Otworzyła jej starsza, ale w widocznej formie fizycznej kobieta.
- Dzień dobry. Pani Halina  Piszczek?- zaczęła niepewnie.
- Dzień dobry, tak to ja. Co się stało?- pani odpowiedziała z sympatią.
- Chciałabym zabrać Sarę do Niemiec.
- A kim pani w ogóle jest?- ton kobiety uległ zmianie.
- Nazywam się Ola Malinowska. Jestem lekarzem.
- Nic mi to nie mówi. Nie dam pani małej.
- Jestem przyjaciółką Łukasza…
- Kolejna taka! A Łukasz nie mógł się sam pofatygować do mnie?
- Łukasz miał wypadek. Leży w szpitalu. Jest osłabiony, ale stabilny.
- O Boże! Zobaczymy czy Sara panią pozna.
Po chwili w drzwiach stanęła Sara.
- Ciocia? Extra!!- zawołała na widok Oli.
- Niech ją pani weźmie, chyba że… Przyjedzie pani po nią jak Łukaszek wyjdzie ze szpitala i będzie w stanie się nią zająć.
- Dobrze. Da mi pani numer telefonu? Tak, żebym mogła się skontaktować?- zapytała Ola.
- Tak:987123560. Czekam na wiadomości.
- Dowidzenia.
Minęło kilka dni. Ola wróciła z Wojtkiem do Gdańska, a Łukaszem na zmianę zajmowali się Robert i Kuba. Ola oczywiście protestowała, ale chłopacy uznali, że Ola za dużo się przy nich napracowała i kazali jej jechać na odpoczynek. W Gdańsku spotkała ją niemiła niespodzianka. Iza z Alanem i dziećmi pojechali na wakacje do Kanady, a wrócą za jakiś tydzień. To było dla Oli szokiem. Dzwoniła do Izy i tłumaczyła jej, że może przyjedzie.
- Super! Po prostu extra!- zaczęła mówić do siebie.
- Tak, ja też się cieszę, że wyjechali.-chłopak zaczął się śmiać.
- Ty się śmiej, a ja zamieszkam pod mostem na tydzień.- skarciła go wzrokiem.
- Pod mostem? A robisz parapetówę?
- Zamknij się! Zawieziesz mnie do rodziców?
- Tak, ale po co? Możesz pomieszkać u mnie.
- Serio? Jesteś cudowny!
- Wiem!! To jedźmy!!
Gdy dojechali do mieszkania za jakieś 15 minut Ola poczuła, że nic się nie zmieniło w jego mieszkaniu. Postanowiła zadzwonić do rodziców.
- Cześć mamo!
- Ola! Hej. Kiedy nas odwiedzisz?
- Niedługo. Muszę zabrać kilka rzeczy od was.
- Super. Gerard jest na wakacjach u nas.
- Pikuś? Fajnie!!!!
- Dobra. To na razie.
- Pa.
Kończąc rozmowę wyciągnęła się na białej kanapie i spojrzała na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy! Jednak nie czuła zmęczenia.
- Ok., to masz pościelone u mnie, a ja śpię tutaj-mówiąc to pokazał na kanapę.- Późno już…Ola idź spać jak chcesz jakoś funkcjonować.
- Nie!
- Co nie?
- Będę spała tu, a ty u siebie!
- Będziesz dyskutować z Wojtkiem?- zapytał siadając obok Oli.
- Będę z nim dyskutować! To ja tu a ty u siebie.
- To w takim razie czekam na zaproszenie.
- Gdzie mam cię zaprosić?
- Na parapetówę pod most!
- Dobra, niech ci będzie!
- Yes! Wojtek zawsze wygrywa!
- Oj bo zmienię zdanie!
- Ok. Dobranoc.
- Dobranoc i dzięki.
Ola wstała około 8 rano. Gdy już się ubrała i wyszła z pokoju przyjaciela do kuchni zobaczyła go przygotowującego coś i przeklinającego pod nosem.
- Hej…Co tam gotujesz?- zapytała z miną przygotowawczą do dyskusji.
- Ola? Wstałaś już? Jest 8!!!!- chłopak zasłonił miejsce z garnkiem sobą, tak aby Ola nie zauważyła potrawy.
- No właśnie 8!
- Wszystko do dupy!
- Co do dupy?- zapytała z uśmiechem.
- Śniadanie do dupy!
- Nie wyszło ci? A co robiłeś?
- Wyszło, naleśniki.
- To dlaczego do dupy?
- Bo miało to być niespodzianką dla ciebie.
- To zjemy to teraz ok.?
Śniadanie minęło im w expressowym tempie. Ola czuła, że łączy ją z Wojtkiem ta sama więź co dawniej. Po śniadaniu Wojtek wyszedł. Ola myślała gdzie mógł się wybrać, ale po chwili zasiadła do komputera. Wojtek pobiegł do kwiaciarni, aby kupić piękny bukiet dla Oli i powiedzieć jej prawdę o sobie. Jakież było jego zdziwienie, gdy w kwiaciarni zobaczył Gerarda Pique.
- Hej, a ty nie jesteś u rodziców Oli?- zgadnął Wojtek.
- Cześć. Nie, przyjechałem do Oli. A co ty tu robisz?
- Ja? Nic….Znaczy się kupuję kwiaty dla….mamy. Tak dla mamy bo ma imieniny.
- Extra, Ola u ciebie?
- Tak, idź.
Po chwili Gerard był już u Oli. Wyjaśnił jej wszystko po czym uznając, że są sami(opis)

Minęło kilka dni.
- Cześć Olka…-Wojtek wszedł do pokoju Oli.- Pobudka!
- Co? Która godzina?- zapytała z grymasem- Głowa mnie boli.
- Idź do lekarza, bo to już 4 dzień z rzędu!- odpowiedział z uśmiechem.
- Ok., idę do Hany, bo jest moim lekarzem.
- To biegnij!
Zanim wróciła ze szpitala odwiedziła kilka sklepów i wykonała telefon do Gerarda. To ostatnie bardzo ją załamało, bo Gerard ostatecznie stał się narzeczonym Shakiry. Bolało ją to… W gabinecie dowiedziała się, że będzie mamą. Nie chciała wracać do domu Wojtka. Zadzwoniła więc do Izy.
- Cześć siostra!- zaczęła z nutką lęku.
- Hej młoda! Co u ciebie? Mam wiadomość: przedłużamy pobyt w L.A. Dasz radę?
- Tak, dam…Iza musimy pogadać…
- Co jest?
- Jestem w ciąży! Z Gerardem, a on ma narzeczoną!
- Dasz radę kochanie mama wie?
- Tak, tata też.
- To trzymaj się, na razie.
Wróciła do domu ze łzami w oczach. Bała się, że Wojtek ją wyrzuci.
- Ola! Boże kochany! Martwiłem się!- krzyknął na widok Malinowskiej-Jak u lekarza?
- Znasz Pique? Ma narzeczoną, a mnie zostawił samą z dzieckiem….-wyznała na jednym tchu.
- Jesteś w ciąży?- ton przyjaciela przeszedł w zdziwienie.
- Tak, już się wyprowadzam. Znajdę jakiś hotel…
- O czym ty mówisz? Zostajesz u mnie! Nie zostawię cię samej w takim stanie!
- Serio? Jesteś wspaniały!!!
Wiadomość o ciąży najmłodszej Malinowskiej szybko się rozeszła. Ola chciała jechać do Dortmundu, aby pomagać Łukaszowi w rehabilitacji. Jednak chłopcy jednogłośnie się sprzeciwili i zapewniali Olę, że poradzą sobie sami.

Minęło kilka miesięcy….
Iza z Alanem wrócili z wakacji i chcieli zabrać Olę do siebie, ale po dłuższych namowach Ola została u Wojtka. Pewnego wieczora Alan przyszedł do Wojtka, aby obejrzeć zdjęcia z wakacji.
- A ty z Olą jesteście razem?- zagadnął na odchodnym Alan.
- Nie, ale ja bym chciał….
- Wiem, to leć do niej! Dobranoc!- krzyknął Alan i wsiadł do białej limuzyny.
Nadszedł moment, którego Ola bała się najbardziej w życiu- poród. Był 3 marca, gdy na świecie pojawił się jej synek. Kilka godzin po porodzie przyszedł do niej Wojtek.
- Cześć, jak się czujesz?- zapytał z troską w głosie.
- Hej, lepiej, nic nie boli…- uśmiechnęła się blado.
- Mam wieść! Łukasz zaczął sam chodzić!- uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Extra, muszę się z nim zobaczyć. Jest Iza?
- Jedzie już. A jak nazwiesz synka?- zapytał i położył się obok Oli.
- Nie wiem, nie myślałam nad tym. Chyba Adaś, dobrze mi się kojarzy.- dodała i wybuchła śmiechem.
- Co? Coś zrobiłem?- zapytał Wojtek znając przyczynę śmiechu Oli.
- Robisz miny, przestań bo nie ręczę za siebie! A tak w ogóle dziękuję…
- O, a za co?
- Że jesteś ze mną kiedy cię potrzebuję…
- Nie ma sprawy. Ola? Ja już nie mogę tak żyć…
- Jak?
- No kłamiąc cię….
- Jak to kłamiąc?
- Bo ja jestem z Sarą Fox, ale ją rzuciłem..
- To nie ma problemu!
- Ale ja cię kocham i chcę z Tobą być!
- Ciii, nic nie mów…- po tych słowach go pocałowała.
Nagle weszła Iza, Wojtek wyjaśnił jej sytuację. Iza wniosła na salę Adasia. Był podobny do mamy i taty. Po jakimś czasie Ola wyszła ze szpitala. Dostała od Falkowicza prezent- ubranka dla Adasia. Adam stał się jej oczkiem w głowie. Kochała go mimo, że nie dawał jej w nocy  spać. Teraz żyła tylko dla niego. Wojtek wrócił do Anglii, czasem nie odzywał się całymi dniami. Nie zapytał też czy Ola będzie jego dziewczyną. U Łukasza było coraz lepiej, Sara była w Katowicach. Nie długo Łukasz miał ją odwiedzić. Nie był w stanie jej zabrać do siebie, nie chciał też obarczać Oli problemami. Malinowska cieszyła się na każdą wiadomość od ,,Trio z Dortmundu”. Zdała sobie sprawę, że za nimi tęskni. Nie mogła jednak pozwolić sobie na wyjazd z tak małym dzieckiem. Adaś miał już wprawdzie 3,5 miesiąca, ale był stosunkowo mały na podróż samolotem. Często przesiadywała u Izy, która była chrzestną Adama, a chrzestnym oczywiście Alan. Wołał na Adasia- Adi, dzieci Alana i Izy pokochały małego kuzyna jak i ciocię, którą poznały na nowo. Z Gerardem się przyjaźniła, zdziwiło ją, że interesuje się synem i chętnie ich odwiedza.
**********
Adaś miał już półtora roku. Mówił już bardzo ładnie i lubił chodzić z Wojtkiem na treningi. Ola nadal z nim mieszkała, ale łączyła ich tylko przyjaźń. 23 maja Ola z Adasiem pojechali do Dortmundu i zamieszkali z Robertem. Po pewnym czasie Ola wróciła do Roberta. Aż 25 maja, stało się coś niebywałego w życiu Oli. Był finał LM, BVB vs Bayern Monachium. Ola poszła na mecz. Usiadła w sektorze VIP i oglądała spotkanie, które zakończyło się wynikiem 2:1 dla BVB. Po meczu każdy z BVB mówił kilka słów. Zaproszono ją na środek boiska, była kolej Roberta. Chłopak uśmiechnął się pogodnie po czym klęknął przed dziewczyną.
- Ola, ja zdałem sobie sprawę, że jesteś moim natchnieniem….-zaczął.
- Nie wydurniaj się.-przerwała Ola- Wstań.
- Ola nie wstanę dopóki nie odpowiesz mi na pytanie: Czy zostaniesz moją żoną?
- Robert…Nie wiem co powiedzieć…
- Najlepiej TAK- wtrącił Piszczek, który w pełni odzyskał zdrowie.
- Ciii….Ona ma mówić.- odparł Kuba.- Ola oddajemy ci głos.
- Robert! Tak, zostanę twoją żoną.- wyszeptała. Wszyscy zaczęli bić brawo.

Rozdział 12



Minęło kilka dni i Ola pojechała do Barcelony, aby tam trochę pomieszkać. Oczywiście Iza nie była z tego powodu zadowolona. Musiała jechać razem z Olą chociaż na kilka dni, aby dopilnować wszystkiego. Dojechali tam nie zmęczeni. Ale dziewczyny zasnęły od razu po wejściu do gościnnego.
- Do roboty! Wstawać!- Ola usłyszała nad głową krzyk Gerarda.
- Co? Jest dopiero 8!- popatrzyła równocześnie na zegarek i roześmianą twarz chłopaka.
- Jasne dopiero! Mieliśmy pracować od 6, 2 godziny więcej pracy, bo spóźnienie!
- Co ty? Trening mamy, czy jak?- usłyszeli głos Izy.- Wstawajmy, ma rację.
Gdy za jakąś godzinę dziewczyny się ubrały zaczęła się praca.
Po dwóch tygodniach skończyli pracę. Ola miała już dość tajemniczości Pique. Pewnego dnia nie wytrzymała.
- O co ci chodzi, co? Masz jakieś tajemnice?- wydusiła z siebie.
- Nooo, mam.- powiedział.
- Spoko, gdzie byłeś?
- U Allisy.
- Spoko, z nami koniec.
- Co? Jak to?
- Nie mówiłeś mi o tym.
- Zapomniałem… Ale rób co chcesz, przyjaźń?
- Jasne.
Pojechała do Dortmundu, oczywiście uzgodniła wszystko z Łukaszem.
- Hej, a co to za słodka dziewczynka?- zawołała na widok małej, około dwuletniej dziewczynki.
- Sara, mówiłem ci, że masz nie opuszczać pokoju!- odpowiedział Łukasz.- Wejdź, słyszałaś, że Wasyl się żeni?
- Tak, z Anką. Super.
- Wiem.- uśmiechnął się- Sara, do pokoju!
Usłyszeli tupot stóp małej, po czym usiedli na kanapie.
- A co to za dziewczynka?- zaciekawiła się Ola- Czy ja o czymś nie wiem?
- Oj, nie wiesz wielu rzeczy…- odparł z uśmiechem.
- To mów, chętnie posłucham!- Ola nie chciała dać za wygraną.
- Jak cię porwali, to znalazłem sobie Ewę, zaręczyliśmy się i w expressowym tempie się pobraliśmy, jakieś 2 tygodnie potem usłyszałem, że będę ojcem. Mała urodziła się półtora roku temu. Na początku było ok., ale potem zaczęły się problemy. Ewa biła małą, nie powodziło jej się w pracy, więc wyżywała się na nas. Jak prawie śmiertelnie pobiła Sarę zgłosiłem sprawę na policję. Odebrali jej prawa rodzicielskie i zamknęli w szpitalu psychiatrycznym. Ewa nie wytrzymała napięcia i popełniła samobójstwo. W tym czasie w Dortmundzie Andrzej zbudował klinikę.
- Sorki, że pytałam, wiem, że mamy klinikę.
- Nie szkodzi, jestem szczęśliwy, że nie jestem z Ewą. A ty jak się trzymasz?
- Normalnie, jakby nic się nigdy nie stało…

Obudził ją płacz Sary. Pospiesznie pobiegła do kuchni, zastała tam małą Sarę trzymającą się krwawiący palec. Ola nie mówiąc nic opatrzyła palec Sary.
- Gdzie jest Łukasz?- powiedziała sama do siebie.
- Tata poszedł do pracy. A jak się nazywasz? Ja Sara jestem.-odparła mała, myśląc, że pytanie jest zadane właśnie jej.
- Ola się nazywam, jemy śniadanko?
- Tata mi dał. Mogę baję obejrzeć?
- Jasne.
Minęło kilka dni.
Ola wróciła do normalnego życia, przynajmniej się starała. Mieszkała u Roberta jak dawniej. Czuli się w swoim towarzystwie tak swojsko, że Oli wydawało się, że jest jak kiedyś… Nie myliła się! Robert nadal coś do niej czuł.
-Hej!- krzyknęła Ola wbiegając do domu Roberta.-A wy jak zawsze! Tylko FIFA i FIFA! A torba treningowa na środku domu! Robert! Ty mnie słyszysz?
-O, Ola! Zagrasz? I słucham cię słucham.- odparł w pośpiechu, bo w tym momencie na wielkim telewizorze Kuba strzelił mu piękną bramkę.
- To weź tą torbę!- krzyknęła Ola.
- Nie teraz, bo przegram….
W tym momencie Ola nie wytrzymała. Podeszła do Roberta i rzuciła mu torbę na kolana, zasłaniając ekran telewizora.
- Ej, psujesz wszystko.- powiedział Kuba- Robercie sprzątaj ten burdel. Ja poczekam z Łukaszem.
- Dzięki Kubuś, że przypomniałeś.-dodała Ola- Łukasz, gdzie jest Sara?
- W Katowicach u babci. Katowice to miasto w Polsce i babcia Olga to moja matka. Wzięła ją na miesiąc, na wakacje.
- Masz szczęście.- uśmiechnęła się- I wiem co to Katowice.
Minęło kilka dni….
Chłopacy jechali do Monachium na mecz o mistrzostwo kraju.
- Robert, zabrałeś te niebieskie buty?- dopytywała Ola.
- Jedziemy na 2 dni, ale mam je.
- To trzymajcie się kochani i dzwońcie jak dojedziecie!- po tych słowach uściskała trio i pomachała im na pożegnanie.
Tę noc Ola zapamiętała do końca życia. Odebrała telefon, który zmienił ją w 100%.