Minęło kilka dni i Ola
pojechała do Barcelony, aby tam trochę pomieszkać. Oczywiście Iza nie była z
tego powodu zadowolona. Musiała jechać razem z Olą chociaż na kilka dni, aby
dopilnować wszystkiego. Dojechali tam nie zmęczeni. Ale dziewczyny zasnęły od
razu po wejściu do gościnnego.
- Do roboty! Wstawać!- Ola
usłyszała nad głową krzyk Gerarda.
- Co? Jest dopiero 8!-
popatrzyła równocześnie na zegarek i roześmianą twarz chłopaka.
- Jasne dopiero! Mieliśmy
pracować od 6, 2 godziny więcej pracy, bo spóźnienie!
- Co ty? Trening mamy, czy
jak?- usłyszeli głos Izy.- Wstawajmy, ma rację.
Gdy za jakąś godzinę
dziewczyny się ubrały zaczęła się praca.
Po dwóch tygodniach skończyli
pracę. Ola miała już dość tajemniczości Pique. Pewnego dnia nie wytrzymała.
- O co ci chodzi, co? Masz
jakieś tajemnice?- wydusiła z siebie.
- Nooo, mam.- powiedział.
- Spoko, gdzie byłeś?
- U Allisy.
- Spoko, z nami koniec.
- Co? Jak to?
- Nie mówiłeś mi o tym.
- Zapomniałem… Ale rób co
chcesz, przyjaźń?
- Jasne.
Pojechała do Dortmundu,
oczywiście uzgodniła wszystko z Łukaszem.
- Hej, a co to za słodka
dziewczynka?- zawołała na widok małej, około dwuletniej dziewczynki.
- Sara, mówiłem ci, że masz
nie opuszczać pokoju!- odpowiedział Łukasz.- Wejdź, słyszałaś, że Wasyl się
żeni?
- Tak, z Anką. Super.
- Wiem.- uśmiechnął się-
Sara, do pokoju!
Usłyszeli tupot stóp małej,
po czym usiedli na kanapie.
- A co to za dziewczynka?-
zaciekawiła się Ola- Czy ja o czymś nie wiem?
- Oj, nie wiesz wielu
rzeczy…- odparł z uśmiechem.
- To mów, chętnie posłucham!-
Ola nie chciała dać za wygraną.
- Jak cię porwali, to
znalazłem sobie Ewę, zaręczyliśmy się i w expressowym tempie się pobraliśmy,
jakieś 2 tygodnie potem usłyszałem, że będę ojcem. Mała urodziła się półtora
roku temu. Na początku było ok., ale potem zaczęły się problemy. Ewa biła małą,
nie powodziło jej się w pracy, więc wyżywała się na nas. Jak prawie śmiertelnie
pobiła Sarę zgłosiłem sprawę na policję. Odebrali jej prawa rodzicielskie i
zamknęli w szpitalu psychiatrycznym. Ewa nie wytrzymała napięcia i popełniła
samobójstwo. W tym czasie w Dortmundzie Andrzej zbudował klinikę.
- Sorki, że pytałam, wiem, że
mamy klinikę.
- Nie szkodzi, jestem szczęśliwy,
że nie jestem z Ewą. A ty jak się trzymasz?
- Normalnie, jakby nic się
nigdy nie stało…
Obudził ją płacz Sary.
Pospiesznie pobiegła do kuchni, zastała tam małą Sarę trzymającą się krwawiący
palec. Ola nie mówiąc nic opatrzyła palec Sary.
- Gdzie jest Łukasz?-
powiedziała sama do siebie.
- Tata poszedł do pracy. A
jak się nazywasz? Ja Sara jestem.-odparła mała, myśląc, że pytanie jest zadane
właśnie jej.
- Ola się nazywam, jemy
śniadanko?
- Tata mi dał. Mogę baję
obejrzeć?
- Jasne.
Minęło kilka dni.
Ola wróciła do normalnego
życia, przynajmniej się starała. Mieszkała u Roberta jak dawniej. Czuli się w
swoim towarzystwie tak swojsko, że Oli wydawało się, że jest jak kiedyś… Nie
myliła się! Robert nadal coś do niej czuł.
-Hej!- krzyknęła Ola wbiegając
do domu Roberta.-A wy jak zawsze! Tylko FIFA i FIFA! A torba treningowa na
środku domu! Robert! Ty mnie słyszysz?
-O, Ola! Zagrasz? I słucham
cię słucham.- odparł w pośpiechu, bo w tym momencie na wielkim telewizorze Kuba
strzelił mu piękną bramkę.
- To weź tą torbę!- krzyknęła
Ola.
- Nie teraz, bo przegram….
W tym momencie Ola nie
wytrzymała. Podeszła do Roberta i rzuciła mu torbę na kolana, zasłaniając ekran
telewizora.
- Ej, psujesz wszystko.-
powiedział Kuba- Robercie sprzątaj ten burdel. Ja poczekam z Łukaszem.
- Dzięki Kubuś, że
przypomniałeś.-dodała Ola- Łukasz, gdzie jest Sara?
- W Katowicach u babci.
Katowice to miasto w Polsce i babcia Olga to moja matka. Wzięła ją na miesiąc,
na wakacje.
- Masz szczęście.-
uśmiechnęła się- I wiem co to Katowice.
Minęło kilka dni….
Chłopacy jechali do Monachium
na mecz o mistrzostwo kraju.
- Robert, zabrałeś te
niebieskie buty?- dopytywała Ola.
- Jedziemy na 2 dni, ale mam
je.
- To trzymajcie się kochani i
dzwońcie jak dojedziecie!- po tych słowach uściskała trio i pomachała im na
pożegnanie.
Tę noc Ola zapamiętała do
końca życia. Odebrała telefon, który zmienił ją w 100%.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz