czwartek, 18 lipca 2013

Informacja :)

Zostały mi 3 niedodane rozdziały. Rozdział 14 będzie ostatnim rozdziałem o przygodach Oli i jej przyjaciół, rodziny. Mam już wszystkie rozdziały napisane. Dziękuję, że byliście ze mną. Piszę też drugi blog- Heartbreakerhttp://opowiadanie-heartbreaker.blogspot.com/
To link do niego. Mam nadzieję, że zarówno ,,Mecz o miłość", jak i ,,Heartbreaker" się Wam spodobają.
Pozdrawiam: Karola

Rozdział 11



Ola była już wytrwałą przyjaciółką piłkarzy. Postanowiła wyprowadzić się od siostry i kupić własne mieszkanie. Kupiła coś w zacisznym bloku w centrum Gdańska. Nie lubiła tego mieszkania. Postanowiła więc wyjechać do rodziców. Gdy tam dojechała zastała ją niespodzianka. W domu zobaczyła Gerarda Pique. Nie wierzyła, że spotyka swojego kolegę w ich domu, dodatkowo dziwił ją fakt, że rodzice się z nim dogadują.
-         Hi!- zawołała Ola - What are you doing here?
-         Cześć!- uśmiechnął się- Ja mówię po Polsku.
-         Jak to?- jej zdziwienie było ogromne- Od kiedy?
-         Od dziecka, mój dziadek był Polakiem, nie mówiłem o tym wcześniej, bo się zgrywałem.
-         Spoko, normalka.
2 dni później Pikuś, jak nazywali go koledzy z szatni zabrał Olę na tajemniczą wycieczkę nad jezioro. Dojechali tam po dwóch godzinach. Usiedli na mostku i zaczęli rozmawiać.
-Odpowiesz mi na jedno pytanie? – Zadał kolejne tego wieczoru pytanie.
-Zależy jakie…
-Proste. Jesteś śliczna, mądra, zabawna, kochana, inteligentna, wspaniała. Dlaczego nikogo nie masz?– Przypadkowo dotknął jej dłoni.
-O to samo mogłabym zapytać Ciebie… -Próbowała wymigać się z zadanego przez niego pytania.
-Pierwszy zapytałem. -  Wyszczerzył się.
-Miałam kogoś bardzo niedawno… – Zaczęła niepewnie.
-Skrzywdził cię? –Przerwał jej głośno.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-Powiedzmy, że nie byliśmy sobie przeznaczeni. – Wciąż nie potrafiąc myśleć o Robercie, jak o kimś złym. 
-Wierzysz w przeznaczenie? – Wyłapał słowo, które przed chwilą powiedziała.
Chwilę się zastanawiała.
-Trudno powiedzieć. – Rzekła w końcu, starając się zakończyć trwający między nimi kontakt wzrokowy. – Kiedyś wierzyłam. Myślałam, że ja i on byliśmy sobie przeznaczeni, ale… myliłam się. Nie chcę do tego wracać. – Dodała.
- Jak cię kiedykolwiek skrzywdzi to go zabiję- obiecał ze śmiechem.
-A ty? Dlaczego nikogo nie masz?
-Szukam tej jedynej. – Powiedział dumnym tonem głosu, po czym zaśmiał się. –A tak naprawdę, to sam nie wiem.
-Pewnie miałeś już tyle dziewczyn, że Ci się znudziły. – Zasugerowała ze śmiechem.
-Nie, to nie to. – Zaprzeczył. – Sam nie wiem.
- Oho. Już 24! Wracamy- zadecydowała Ola.
- Jak tylko chcesz!
Wdychała przyjemny zapach, panujący w jego samochodzie i nie mogła oprzeć się nieodpartej pokusie spojrzenia na niego. Był świetnym kierowcą, za nic miał ograniczenia prędkości, a to niezmiernie się jej podobało. 
-Mam pytanie. – Oświadczył.
-Znowu? – Skomentowała głośno. – O co tym razem chodzi. – Dodała.
-Tylko, odpowiedz szczerze! – Zastrzegł patrząc na jej oczy w lusterku.
-Zawsze  jestem szczera! – Skłamała, udając urażoną. – Wątpisz w to? – Dodała widząc uśmiech na jego twarzy. Uśmiech, który tak bardzo lubiła. Te urocze dołeczki, pojawiające się, co rusz w jego policzkach…
-Gdzież bym śmiał. Więc, Olu , czy chciałabyś się jeszcze kiedyś zakochać? – Lubił wiedzieć, na czym stoi, i chciał, aby tym razem też tak było.
-Sama nie wiem. – Odpowiedziała bez dłuższego namysłu. Nie chciała dawać nadziei chłopakowi, ale nim spostrzegła właśnie dała mu jej sporo. –Może, kiedyś. Potrzebuję czasu. – Dodała.
-Mogę poczekać, tak długo, jak będziesz chciała. – Tym zdaniem, tylko utwierdził ją w przekonaniu, że się w niej zakochał, że dała mu jednak tej nadziei za dużo. O wiele za dużo. Poszła do domu i położyła się, myślała, że mama ją zabije, że tak późno wróciła.
Obudził ją kolejny sygnał wibrującego pod poduszką telefonu. Zdenerwowana i zaspana pomyślała, że zabije osobę, która dzwoni do niej tak wcześnie. Otworzyła oczy, jednak szybko zamknęła je pod wpływem gorących i rażących w oczy promieni słonecznych wpadających przez odsłonięte okno. Uświadomiła sobie, że zapomniała zasunąć zasłon. Wiedziała, że będzie to gorący dzień. Odebrała szybko wciąż dzwoniący telefon.
-Halo? – Powiedziała zmęczona, nie otwierając oczu.
-Cześć Olcia  stęskniłaś się za mną? – Usłyszała w słuchawce głos rozbawionego Gerarda. – Nie musisz odpowiadać, wiem, że tak. – Dodał z dużą pewnością siebie.
- Nie bądź za pewny  Mogę wiedzieć, co jest przyczyną, tego jakże niespodziewanego telefonu? – Warknęła.
Zaśmiał się głośno.
-Nie mogłem pozwolić, żebyś straciła taki piękny dzień śpiąc. – Oznajmił, dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek.
-Jest szósta.
-Wiem, która jest godzina, mam zegarek na wyświetlaczu telefonu. – Powiedział. – Mam już dla ciebie plany na dzisiejszy dzień. – Rzekł dumnie.
- Nie ma mowy. Wczoraj się za dużo zabawiłam.
- No ej, ja się tu bawię, a ty mi to psujesz!
- To masz problem. Nikt ci nie kazał tu przebywać i gdzie ty jesteś?
- Po pierwsze nie mam problemu, po drugie Igor mnie zmusił, a po trzecie nie ma mnie w domu.
- To gdzie jesteś? Jak nie wrócisz to muszę za ciebie świecić oczami przed rodzicami.
- W sklepie jestem. No to zaświeć, wyjdzie ci to jak zawsze. Cześć.
- Na razie.
Rzuciła telefonem. Była wściekła, więc poszła pobiegać. W parku wydawało się jej, że ktoś ją śledzi. Starała się na to nie zważać. Nagle poczuła silne uderzenie w głowę. Reszty nie pamiętała, ale obudziła się w ciemnym magazynie. Dwóch rabusiów najwyraźniej chciało coś od niej. Po godzinie wiedziała, że ją z kimś pomylili. Była tam cały rok. Nie widziała Eweliny, Artura już 2 lata. Ciekawa była, czy ją pamiętają. Są już tacy duzi, Ewelina ma 4 latka, a Artur 5.- myślała.
Pewnego dnia uwolniła się, zbiła rabusiów i wezwała policję. Zatrzymano ich raz na zawsze. Biegła do domu jak na skrzydłach. Wszyscy oczywiście wiedzieli o jej odnalezieniu.

Kilka tygodni później….
Mieszkała chwilowo u rodziców, bo oni pojechali do Izy. Sama Ola też tam była i mimo jej obaw dzieci ją poznały. Myślała, że będzie sama, ale oczywiście jej kochany brat musiał sprowadzić do niej Pique. Nie przejmowała się tym, lecz zadzwoniła do Piszczka:
- Oho! Ktoś zatęsknił i sobie o nas przypomniał!!- usłyszała znajomy głos.
- Tak, co u was?
- Dobrze, a co tak hałasuje?
- Wideo rozmowa z Izką. Mogę?
- Jasne. Ale nie daruję ci tej rozmowy.
- Ok., pa.
Odebrała telefon od Izy. Nie rozmawiały długo, bo przerwał im dzwonek do drzwi u Izy. To byli oczywiście rodzice. Iza spojrzała na siostrę z wyrzutem i poszła otworzyć.
W tym czasie drzwi domu rodziców trzasnęły z hukiem.
-Się ma Ola ! Co dobrego dziś na obiad ? – jak zawsze wpadał do jej królestwa bez zapowiedzi.
-Pique czy Ty nigdy nie nauczysz się pukać ? Rozumiem, że to skomplikowane, ale dzwonek też posiadam i naciśnięcie guziczka nie wydaje się tak trudne –zmroziła go swoim spojrzeniem, gdy on zupełnie niezrażony jej wybuchem zasiadł na kuchennym krześle. 
-Po co te nerwy maleńka ? – zaśmiał się tak głośno, że można go było usłyszeć w całej posiadłości.
-Ciekawe czy byłbyś taki mądry, gdybym stała sobie nago co ? – spojrzała na niego jeszcze raz spod swoich przymrużonych powiek i wróciła do mieszania zawartości w niewielkim garnuszku.
-A co ja kobiety bez ubrania nie widziałem ?  Za kogo Ty mnie masz ! No już smile i powiedź, co upichciłaś dla swojego malutkiego Gerarda – wstał z zajmowanego wcześniej miejsca, aby po chwili stanąć za jej plecami. Pochylił się delikatnie do przodu, aby zobaczyć co znajduje się w garnkach.
-Malutki ? Dobre mi sobie, naprawdę. To, co lubisz najbardziej.
- Wiesz, że uwielbiam twoją kuchnię! Tylko nie mów tego moim rodzicom.
-Kłamca – nie wytrzymała wybuchając śmiechem. Taka była natura Gerarda Pique. Nie było osoby, której nie potrafiłby rozbawić. Po opanowaniu zasiedli razem przy stole mając zamiar zjeść przygotowane przez dziewczynę spaghetti carbonara.  
Zimny prysznic przynosił ulgę w nadzwyczaj upalny dzień, który od samego rana nękał mieszkańców Lidzbarka . Ola  właśnie zdążyła opatulić się białym ręcznikiem, który nie zasłaniał za wiele, gdy do jej sypialni wparował Gerard.
- Gdzie jesteś ? – krzyczał w niebo głosy wchodząc do jej pokoju. Po chwili zauważył jej głowę, a potem i resztę ciała przyjaciółki, którą mógł podziwiać w niecodziennej odsłonie. Owinięta była jedynie krótkim ręczniczkiem, a z jej włosów i ramion ściekały kropelki wody, które pokrywały delikatnie również jej dekolt.
-Prosiłam abyś nauczył się pukać – upomniała go mrożąc swoim spojrzeniem. Zupełnie nie dostrzegła tego, w jaki sposób on lustruje każdy milimetr jej ciała. Przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie słowa nieco zawstydzony.
-Wybacz myślałem, że będziesz w salonie, ale no …
-Dobra Pique mów o co Ci chodzi. Zgłodniałeś?
- Nie, 2 dni będę spał w ogrodzie pod namiotem.
- Jak chcesz.
- Tylko może zamieszkamy tam razem?
- Nie jestem idiotką, a w ogóle to jadę dziś do kliniki Tretera, bo mają ważną sprawę.
- Spoko, więcej miejsca dla mnie!!!!
Ten dzień Ola spędziła w klinice kolegi. Chodziło o siatkarza- Zbigniewa Bartmana. Miał podejrzenie raka kości.
- Cześć, jestem Ola- powiedziała wkraczając do jego Sali.- Zemdlałeś na treningu, tak?
- Zbyszek, dla znajomych Zibi. Tak, będziesz moją lekarką?
- Będę, ale nie chcę oszukiwać. Masz podejrzenie raka. Musisz na jakiś czas skończyć z grą.
- Co? Jaja sobie robisz?
- Nie, podejmujesz leczenie?
- Tak, ale ty mi to mówisz? Czemu ty? Nie wiesz jak to jest rzucić marzenia.
- Wiem, miałam wypadek, grałam w siatkówkę. Nie mogę grać do końca życia. Ale jak leczenie się uda to wracasz do gry. A ja nigdy nie wrócę…
- Ok., spoko.
Wróciła zdołowana. Powróciły dawne wspomnienia i marzenia. W domu zastała rozwalone kwiaty i kolację.
- Hej, jesteś już! Extra. A więc NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!
- Cześć, dzięki. Z jakiej to okazji?
- Musimy pogadać….
- Ok., wal prosto z mostu!
- A więc ja cię kocham i nie wiem jak mógłbym dalej żyć bez ciebie. Czy będziesz ze mną?
- Uuuu. Myślałam, że nigdy nie zapytasz…- Ola uśmiechnęła się ciepło.
- Ale zgadzasz się?
- Jasne….
Tę noc spędzili razem. Ola napisała SMS do całej rodziny i przyjaciół z wiadomością, że nabyła sobie Pikusia. Następnego dnia musiał jechać na trening i wziąć sobie jeszcze trochę wolnego. Na miejscu od razu podszedł do niego Igor.
- Hej, stary. Musimy pogadać.- zaczął.- Masz…
- Tak, wiem. Mam się trzymać na baczności, pilnować twojej siostry, nie zranić jej, bo w przeciwnym razie policzę się z tobą.- przerwał koledze.- A teraz pozwól jechać do domu, ok.?
- Jasne.
Cały rozbawiony wpadł do domu. Oczywiście znów nie użył dzwonka. Widok, który zobaczył zadziwił go zupełnie.
- Wybierasz się gdzieś?- zapytał na widok Oli pakującej torbę.
- Nie, ale ty tak.- starała się nie wybuchnąć śmiechem.
- Wyrzucasz mnie?
- Tak jakby. Chciałeś spać w namiocie to cię tam wprowadzę.
- Odechciało mi się, wiesz?
- Nie ma tak. Ty na piachu lub trawie a ja w domku.
- Daj mi namiot!
- Nie mam.
- Co?
- Nie mam namiotu, znaczy się mam, ale nie wiem gdzie i nie będę szukała.
- Spoko. Czyli wystawiasz mnie na piach, takiego małego i bezbronnego?
- Nie zgrywaj się. Oboje wiemy, że nie jesteś bezbronny, a tym bardziej mały.
- Wiem, ale nie możemy chociaż poudawać?
- Nie!
- Ok.
 

Rozdział 10



Gdy dotarli do domu czekała na Olę niespodzianka.
- Robert. Przygotowałeś kolację?
- Tak, bo musimy pogadać.
- Słucham.
- Bo ja tak długo myślałem i wymyśliłem: chcę z tobą być i czy się zgodzisz?
- Jasne i to nie żart.
Następny miesiąc szybko jej minął, biuro, błaganie o wybudowanie kliniki. Z niecierpliwością czekała na weekend. Łukasz i Kuba zabierali ją nad jezioro. Robert musiał zostać z jakiś tajnych powodów. Nad jeziorem bawiła się cudnie. Kochała jeziora, ale nie była pod namiotami nad jeziorem w pierwsze dni maja. Gdy tradycyjnie o 7 rano w poniedziałek wrócili do domu, Kuba sam poszedł do siebie, a Łukasz ją odwiózł. Łukasz wtargnął do domu jak huragan, jednak widok z salonu zamurował go. Zobaczył Roberta wtulonego w Kaję. Kaja była ich masażystką, Robert już wiele razy się do niej zalecał, ale nie udawało mu się. Teraz kiedy był z Olą wszyscy myśleli, że odpuści.
- Co tak cicho?- zainteresowała się Ola.- Robert śpi jeszcze?
- Nie powinnaś tam wchodzić. Nie teraz. Może pójdziemy do mnie, napijemy się herbatki i wrócimy?- Łukasz starał się zatrzymać przyjaciółkę.
-  Przestań. Idę na moją kanapę!
W tym momencie Ola odepchnęła przyjaciela i wkroczyła do salonu. Gdy ujrzała Kaję zamurowało ją. Nie wiedziała co chce zrobić.
- Pojedźmy do ciebie, wrócę tu tylko aby wszystko wyjaśnić.- rzekła po kilku chwilach.
Gdy wrócili o 13 Kaja poszła. Robert był sam, było posprzątane.
- Hej Ola!!- wykrzyknął na jej widok, chciał ją przytulić, ale przeszkodził mu Łukasz.- Ola co jest?
- Idę na górę po rzeczy i wychodzę- chłodno powiedziała Ola.
- Gdzie idziesz?
- To nie twoja sprawa. Byłam w domu o 7 i wiem wszystko. Widziałam Kaję.
- To nie tak! Wytłumaczę ci to!!
- Co chcesz tłumaczyć? Nie mamy o czym rozmawiać.
- Właśnie, że mamy. Rano nie słyszałem cię . Proszę cię, pozwól mi wytłumaczyć, zanim zabrniemy za daleko.
- Nie chcę cię słuchać. Z nami koniec. Daj mi spokój.
- Ale…
Ola spakowała tylko najważniejsze rzeczy. Po godzinie była gotowa. Położyła klucze od domu na stole. W trakcie pakowanie powiadomiła wszystkich o zdarzeniu.
- Ola, to nie musi się tak kończyć…- Robert chciał jakoś wszystko odkręcić- przyznaję, zawiniłem, ale wybacz mi…
- Łukasz idziemy- Ola nie próbowała go słuchać.
W samochodzie Ola wybuchła płaczem, gdy się uspokoiła zaczęła myśleć.
- Gdzie cię zawieźć? Mam wolne.- zapytał Łukasz.
- Do Polski, najlepiej do Gdańska.
- Tak jest. Jak tylko sobie życzysz.
Nie rozmawiali całą drogę. Gdy nadszedł niechciany moment pożegnania.
- Wrócisz jeszcze do Nieniec?- smutno zapytał Łukasz.
- Tak, ale nie do Roberta.- Ola była bliska łez.
- To trzymaj się, nie będę już potrzebny.
- Pa, pozdrów Kubę.
- Jasne.
Weszła do domu. Zostawiła walizki i udała się do kuchni, gdzie czekała na nią siostra.
- Jak tam młoda?
- Tak jak mówiłam przez telefon. Jadę do rodziców, wiedzą o wszystkim.
- Dobra, zawieźć cię tam?
- Nie, poradzę sobie. Ty zostań z dziećmi.
- Na 100%?
- Na 1000%.
Następnego dnia Ola była u rodziców. Gdy  o 17, gdy siedzieli razem w salonie usłyszeli dzwonek. Mama Oli poszła zobaczyć kto przyszedł.
- Kto tak się dobija jak szaleniec? – dopytywał się tata Oli.- Kasia gadaj!
- Robert przyjechał….- wyszeptała mama.
- Ten dupek? Jak się z nim rozprawię!!!- ruszył do drzwi.
- Tato! Zostaw. Pogadam z nim na zewnątrz.- wtrąciła Ola.
Wyszła z domu ubrana w krótkie spodenki i różową koszulkę.
- Czego chcesz?- burknęła.
- Rozmowy. Tylko rozmowy.
- Ok., słucham cię.
- To nie tak jak myślisz. Ja wiem, że popełniłem błąd… Ale możesz wybaczyć mi ten błąd.
- Haha.- zaśmiała się-  Nie mogę, to za trudne. Ja ci wierzyłam, byłam szczęśliwa po latach…
- Ale Ola…
-  Nie ma ale. Daj mi odpocząć.
- Ale nawet nie będzie przyjaźni?
- Na dzień dzisiejszy nie odpowiem. Może za jakiś czas.- powiedziała dziewczyna- Idź już, tak będzie lepiej.
Ola szybko wbiegła do domu.  Za kilka dni dostała dziwny telefon. Dzwoniła Kaja. Chciała porozmawiać, umówiły się na spotkanie tego samego dnia. Olę zdziwiło, że dziewczyna mówiła po Polsku.
- Cześć, Ola, musimy pogadać- powiedziała Kaja.
- Cześć, o czym chcesz rozmawiać?- odparła Ola.
- O Robercie…- Kaja urwała.
- To nie mamy o czym mówić, to skończony dział, przeszłość.
- Tylko, że to moja wina. Przyszłam w sobotę i dosypałam mu coś do herbaty. Potem już wiesz… Wybacz mu! To moja wina.- wyznała Oli.
- Dzięki, Kaja. Na razie.
Ola szybko pobiegła do domu. Chciała zadzwonić do chłopaka i go przeprosić, ale nie zrobiła tego. Musiała ochłonąć. Powiadomiła Izę o zajściu i razem stwierdziły, że trzeba coś zrobić. Ostatecznie Ola pojechała do Dortmundu, czekała tam na nią nie miła niespodzianka. Robert nie otworzył jej drzwi.
- Robert! Otwórz! Musimy pogadać, proszę cię!!!- krzyczała.
- Co się drzesz?- Ola zobaczyła znajomą twarz w drzwiach- Nie wiem czy wpuścić cię do domu.
- Wchodzę.- oznajmiła Ola- Muszę cię przeprosić. Oskarżyłam się o coś co nie było twoją winą. Kaja mi wytłumaczyła.
- Czyli chcesz do mnie wrócić?
- Tak…
- Świetnie, myślałem, że nigdy to się nie stanie. Teraz jestem tak, że tylko treningi za granicą, a cały inny czas w Polsce. Może pojedziemy do stolicy, aby odwiedzić rodziców?
-  Ok., pakuj się.
Gdy jechali do Polski Ola wysłała siostrze wiadomość, że wszystko się udało.
- Wytłumacz mi jakim cudem jesteś rodziną z Alanem, Wojtkiem i drugim Wojtkiem?- zagadała Ola.
- Moja mama to Ewa, jest też mamą Alana i Wojtka Szczepańskiego. Wojtek jest moim przyrodnim bratem, bo jego mama nie jest z tatą jego, a on jest moją mamą, rozumiesz?
- Teraz tak.
Dojechali około godziny 19:00.  Przez pierwsze 2 dni wszystko było pod kontrolą. Rodzice ucieszyli się z przyjazdu Roberta i Oli. 3 dnia Robert poszedł do kumpli, a Ola spędziła cały dzień z Wojtkiem, czuła się jak w liceum.
- Gdzie jest Wojtek Szczepański?- zapytała.
- W Lublinie. Ma tam 3 knajpę. Ma też narzeczoną- Julię. A co robiłaś cały dzień?
- Bawiłam się z Wojtkiem.
- Z nim? Zdradzasz mnie, tak?
- Nie, co ty?
- Daruj sobie. Nie możemy być razem, nawet jeśli mnie nie zdradzasz, bo wyjeżdżam na stałe do Niemiec.
- Ok., chociaż jesteś szczery. Przyjaźń?
- Z tobą zawsze.

Rozdział 9



Obudził ją dzwonek do drzwi.
- Hej, Iza wchodź.- Ola zdziwiona wizytą otworzyła z hukiem.
- Podasz mi coś do picia?
- Jasne, czekaj.
Gdy doszła z kawą dla siostry i sokiem dla siebie, zauważyła spojrzenie siostry.
- Co tak patrzysz?
- Nic.
- Ok, ale co z dziećmi? Zostawiłaś je, wyrodna matka!
- Są z Alanem i są bezpieczne.
- Z nim na pewno….
- Oj przestań, to kiedy się pakujemy do domu?
- Nie wiem. Jeszcze nie załatwiłam wszystkich spraw. A gdzie nocujesz?
- Po pierwsze przyjechałam tu na tydzień do wytwórni i nocowałam u Kuby.
- Możesz tu zostać, pościelę ci w gościnnym.
- A Robert? To jego dom.
- I co z tego? Zgodzi się, nie marudź.
- Ok, bo ja już mam rzeczy.
- Fajnie to cię zaprowadzę.
Resztę dnia spędziła z Izą na plotkowaniu i malowaniu paznokci. Nagle usłyszały krzyk dochodzący zza okna.
- Co to?- zaniepokoiła się Iza.
- Nie ważne, chyba Robert przyjechał.
W tej chwili do domu wbiegł Robert.
- Dawać coś do żarcia!!!
- Może powiesz głupie ,,Cześć” i ,,Proszę”?- powiedziała Ola.
- Ok, Cześć Oleńka, czy dasz mi coś do jedzenia poproszę?
-Lepiej, ale z jedzenia nici.
- Czemu? Prosiłem, abyś ugotowała coś…
- Tak, ale zjadłam z Izką.
- Spoko, wproszę się do Kuby na obiadek, a wiesz, że Wasyl pojechał?
- Super!!! To idź, tylko grzecznie. Aha i jeszcze jedno!
- Co się wydarzyło?
-  Iza u nas, znaczy u ciebie zamieszka na tydzień.
- Dobra, lecę na ten obiadek!
- Leć tylko się nie zabij!
Gdy zatrzasnęły się drzwi Iza nie mogła wyjść ze zdumienia.
- Skąd wiedziałaś, że to on?
- On zawsze tak się drze jak jest pod bramką.
- Czemu mówisz do Kuby braciszku?
- Oj, tak wyszło kiedyś na imprezie.
-Ok., Mam dla ciebie wiadomość.
- Mów, siostra, nic mnie nie zaskoczy.
- Wojtka wyrzucili z Barcy, bo nie był na 1 treningu, sorry był tylko spóźnił się o 1 minutkę. Będzie grał w Arsenalu, teraz ma przerwę i przyjeżdża do Dortmundu.
- Jest już?
- Tak, teraz w parku.
- Idę do niego.
Ola ubrała się i szybko wybiegła do parku. Gdy ujrzała znajomą sylwetkę nie wahała się dłużej, rzuciła się na plecy tej sylwetce.
- Wojtuś, przepraszam cię.
- Hejcia! Za co Oluś?- był wyraźnie zadowolony.
- Za to, że nie odpowiadałam tak długo.
- Aa. Na to pytanko moje tak?
- Tak. Nie myślałam o tym jeszcze tak żeby wybrać.
- Spoko, dam radę, poczekam na ciebie.
- Super, a jak się trzymasz?
- Po klubie? Dobrze, jest szok, ale już ok.
- Kiedy jedziesz do Londynu?
- Dziś wieczorem i spotkamy się dopiero za pewien czas. A o tamtym powiesz mi przez elektroniczne cuda tego świata.
Ola wybuchła śmiechem, tylko przy Wojtku czuła się tak jak w domu. Pożegnali się i Wojtek pojechał na lotnisko, gdzie miał samolot. Ola odprowadziła go i pożegnała.
Minęło kilka dni.
Robert i Kuba pojechali na kadrę,  a Łukasz został w Dortmundzie z powodu kontuzji biodra. Iza też pojechała, dlatego Łukasz zamieszkał chwilowo u Roberta. Bawili się świetnie. Codziennie śmiali się, śmieszyło ich nawet słowo ,,budyń”.  Gdy reszta wróciła po kilku dniach Ola pojechała do Gdańska na kilka dni. Dotarła tam spóźniona o 3 godziny.
- Ciocia przyjechała!!!- usłyszała głos 2 małych dzieci.
- Spać raz dwa!- krzyknął Alan.
Była w domu. W swoich 4 kątach. Rano obudziła się z bólem głowy. Ubrała się w cieplejsze ubrania i poszła pobiegać. Gdy miała się udać do domu zauważyła kobietę, która leżała na ławce. Bez wahania podbiegła do niej.
- Proszę pani! Słyszy mnie pani? Halo!- Ola zmierzyła puls- Nie żyje…..
Szybko zadzwoniła po policję. Gdy przyjechali Ola opisywała sytuację.
- Marek Bromski z wydziału kryminalnego- przedstawił się policjant.
- Ola Malinowska.- Odparła Ola- Chce pan wiedzieć co robiłam tak?
- Jaki pan? Marek jestem. I chcę wysłuchać.
- Ola. A więc biegałam po parku. Miałam już iść do domu, ale zobaczyłam tę panią. Podeszłam do niej, zmierzyłam puls. Stwierdzam, że nie żyje od około 6 godzin…
- Nie dotykałaś jej?
- Nie, to znaczy tak, aby zmierzyć tętno.
- Ok., ale nie zmieniałaś pozycji ofiary?
- Nie, tak leży. Myślę, że to zabójstwo było wykonane z bliska.
- Skąd to wiesz? Może to samobójstwo?
- Ma rany postrzałowe w prawą część głowy, nie mogła tego sama zrobić.
- Racja, jak to odkryłaś? Jesteś z policji?
- Jestem lekarzem. Pracowałam kiedyś w wojsku. Mama mnie zapisała. Byłam na misji.
- Przydasz się nam, pomożesz rozwiązać sprawę?
- Nie wiem. Niedługo wyjeżdżam.
- Gdzie, jeśli mogę wiedzieć.
- Możesz. Do Niemiec.
- Po co?
- Buduję klinikę. To mój numer telefonu- podała komisarzowi karteczkę- jak coś to dzwoń. Na razie
- Pa.
Wróciła do domu. Nie było już Alana.
- Iza? Jesteś w tym domu?- zawołała.
- Tak, nie krzycz. Ewelina śpi.
- Ok., sorry.  Za tydzień lub za 2 dni wracam do Dortmundu.
- Ok., a teraz moja córka się obudziła i muszę ją ubrać.
Minął czas pobytu Oli w Polsce.
- Nie chce mi się wracać tym samolotem….- marudziła.
- Nie musisz. Robert po ciebie przyjechał.- mruknął Alan.
- Dzięki Alan. To na razie.  Żegnajcie…..
Szybko wybiegła z mieszkania i wsiadła do samochodu.