czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział 7



Nadszedł czas rozstania i powrotu do smutnej rzeczywistości, Ola nie chciała wracać do Gdańska. Czekał tam na nią on- jej przyjaciel Wojtek. Wszystko byłoby super, ale gdyby nie fakt, że on ją kochał i chciał z nią być.
- Ok, dzięki za wszystko, ale muszę już lecieć.- Ola była bliska łez.- Szkoda, że muszę jechać.
- Nie musisz, możesz zostać!!- Kuba próbował rozweselić koleżankę- Może pogramy w Fifę i ja dostanę napadu czegoś tam i będziemy się śmiali jak ostatnio?
- Chętnie, ale mam pracę, rodzinę i pacjentów…
- Spoko.
- Ale wpadnę 23 marca na dłużej.
- YES!!!!!!!- wydarli się chórem.
- Będę u was może miesiąc…- Ola była szczęśliwa.
Po powrocie do domu z niecierpliwością czekała na Izę. Nie pojawiała się jednak. Około godziny 23 do domu wrócił Alan.
- Alan? Co z Izą, co tak późno?- Ola była jak generał.
- Iza urodziła Ewelinę dziś o 16:08 sekund 3.- Alan był rozkojarzony- Jutro wychodzi i jedziemy do rodziców, spakuj nas.
Gdy walizki były spakowane i Alan pojechał do Izy, aby pojechali z dziećmi do rodziców Ola poczuła ulgę. Postanowiła pobiegać, ale nie mogła znaleźć butów. Postanowiła pooglądać telewizję. Z zamyślenia i oglądania wyrwał ją dzwonek telefonu:
- JESTEM WOLNY!!!!!!!!!!!!- krzyczał głos, w którym Ola rozpoznała Roberta- rzuciłem Ankę, rozumiesz?
- Cześć, rozumiem. Ale to cię cieszy?- Ola była zdziwiona.
- Bardzo Olcia!!! Muszę kończyć, trening!
- Ok., pa, pa.
Czas minął jej szybko. Nie zdążyła się obejrzeć, a już był 22 marca. Pojechała jeszcze do rodziców. Zastała tylko Izę.
- Hej, siostra!- Iza była zadowolona.- zobacz jaką masz siostrzenicę!
Podała Oli spore zawiniątko. Mała była śliczna.
- Piękna, bardzo. Podobna do mamy. A jak Artur? Nie jest o małą zazdrosny?
- Nie, cieszy się.- odparła Iza.- A ty? Co robisz teraz?
- O 0:30 mam samolot do Dortmundu.- wyznała Ola
- Fajnie, ale gdzie będziesz spała?
- U Roberta w domu. Rozstał się z Anką…
- Aha, i jesteście razem?
- Pogrzało cię? Nie, to tylko przyjaźń, muszę lecieć na lotnisko.
- Pa, trzymaj się tam.
Gdy dojechała szybko ujrzała Kubę, który czekał na nią od godziny.
- Hej młoda!!!!!! Co tak długo?
- Cześć Kubuś, były opóźnienia. To zawieź mnie o domu, proszę…..
- Jasne, mieszkasz u Lewego?
- Tak, wszystko ustalone.
Ten weekend Ola postanowiła mieć wolny i nic nie robić. Nagle w drzwiach pojawili się Kuba i Łukasz. Zaprosili ją na mecz. Odmówiła, to miał być tylko jej dzień.
-Gadaj zdrów. - Na schodach pojawił się Robert ze sportową torbą przewieszoną przez ramię. - I tak jej nie namówisz. Po prostu ma nas gdzieś.
- Ej! - Oburzyła się. - Nie mam. Miałam ciężki tydzień. - Rozejrzała się.
 Kuba grzebał w lodówce szukając czegoś do picia, Piszczek opierał się o ścianę wlepiając w nią badawcze spojrzenie, a Robert mocował się przy drzwiach z zamkiem błyskawicznym kurtki. Żaden nie miał nic ciężkiego pod ręką. Wydało się to Oli dziwne.
 - Poza tym nie przepadam za piłką. – powiedziała Ola.
 Kuba zakrztusił się wodą.
- No wiesz...
- Mimo tego, że was uwielbiam to mecz Borussi z jakimś hot-dogiem...
- Hamburgerem... - Poprawił ją Piszczek
- Mniejsza z tym. - machnęła ręką. - W każdym razie nie ma szans, żebym się stąd ruszyła.
- Bluźnisz.
- Może. - Uśmiechnęła się. - Tyle, że to nie mnie trener zabije za spóźnienie o 25 minut  na trening przed meczem.
- Jasny gwint.
Dwójka w ekspresowym tempie dołączyła do czekającego już przy drzwiach Lewego.
- To siedź sobie tu sama leniu. - Stwierdził na odchodnym Piszczek, który wychodził ostatni. - Aha... - cofnął się jeszcze zanim zamknął drzwi. - I uważaj z tym. - Spojrzał znacząco na paczkę chipsów leżące na stoliku. - Pamiętaj, że najpierw idzie w tyłek a potem w...
- Zjeżdżaj...
Poduszka z impetem wyleciała w jego kierunku, ale odbiła się od zamkniętych drzwi. Ola  zaśmiała się serdecznie i sięgnęła po Lays  otwierając laptopa.

Przykryła głowę poduszką, ale nie było to w stanie stłumić dźwięku dzwonka, który przeszywał od minuty nocną ciszę. "Nie ma mowy" pomyślała. Komórka, którą wyciągnęła z pod poduszki poinformowała ją, że dochodzi druga w nocy. Za żadne skarby nie zbierze się z łóżka, żeby otworzyć. Ktokolwiek się dobija ma pecha. Tyle, że najwyraźniej ten nocny gość nie miał zamiaru odpuścić. Przez głowę przeleciała jej setka epitetów pod adresem Roberta, bo to najpewniej on zapomniał kluczy, ale w końcu się zebrała. Była w połowie schodów, kiedy dało się słyszeć chrzęst w zamku i sekundę później do mieszkania dosłownie wpadło trzech mężczyzn.
- Zdurniałeś!? - Krzyknął leżący na podłodze. Po głosie Ola poznała Łukasza. - Ja do Ciebie po przyjacielsku, a ty mnie popychasz. Tak się Robercik nie robi.
- Jakbyś się nie opierał o drzwi, to byś się nie wywalił. - Lewandowski trzasnął drzwiami i po omacku wymacał w końcu włącznik na ścianie.
Ola obserwowała całą sytuację z góry zastanawiając się czy bardziej ma ochotę ich zabić czy się z nich śmiać.
- Cii....- Kuba opierał się o ścianę próbując utrzymać pion. Przyłożył palec do ust uciszając kolegów – Obudzicie Olkę. Wstawaj Piszczuś.
Podszedł i podał Łukaszowi rękę, ale zamiast pomóc mu wstać wylądował obok niego na podłodze.
- Czy wy wiecie, która jest godzina?! - Zapytała w końcu Ola.
- Cii... - Piszczek powtórzył gest Kuby. - Obudzisz Olcię.
Kuba wybuchnął śmiechem.
- Z czego rżysz?
- Bo to jest Ola idioto.
Robert próbował ich ominąć, ale potknął się o buty Kuby i wylądował obok reszty.
- Nie powinnaś spać o tej porze? - Zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
- Powinnam. - Stwierdziła zakładając ręce na klatce piersiowej. - Ale wyobraź sobie, że jacyś trzej idioci...
- Tylko bez wyzwisk. - Łukasz pogroził jej palcem.
- ...jacyś trzej idioci totalnie się nawalili i mnie obudzili.
- Mówiłem, żebyś nie wisiał na dzwonku. - Kuba rzucił pełne wyrzutu spojrzenie w stronę Roberta. - Ale ty oczywiście musiałeś oprzeć się o ścianę akurat w miejscu gdzie jest przycisk.
- Ja wcale...
- Spokój!. - Krzyknęła dziewczyna. - Zamknąć się wreszcie. - Wszyscy zamilkli patrząc na nią wyczekująco. - Świetnie. Robert do siebie, a wy do drugiego pokoju gościnnego.
- Nie będę z nim spał. - Łukasz odsunął się od Kuby.
- Dobra to kładź się na kanapie. -Ola westchnęła zrezygnowana. - Przyniosę Ci koc.
Weszła na górę i po dwóch minutach wróciła z puchatym różowym kocem.
- Trzymaj. - Rzuciła go Łukaszowi na kanapę. - A wy na co czekacie?
- Powiedz mi tylko: Czemu róż?- Piszczek był niezadowolony.
- Innego nie mam- Ola była już wściekła- A wy do swoich łóżek!

Tak jak się spodziewała kiedy od dwunastej rano  zeszła na dół zastała całą trójkę w opłakanym stanie. Łukasz leżał na kanapie rozmasowując sobie palcami skronie i jęcząc, że kanapa jest niewygoda, Kuba robił mniej więcej to samo tylko siedząc w fotelu, a Robert z wyrazem twarzy godnym męczennika przeszukiwał szafki w kuchni.
- Cześć wszystkim! - Zawołała specjalnie zbyt głośno.
- Ciii... - Łukasz przyłożył palec do ust. - Miej litość kobieto.
- Litość? Za budzenie o drugiej i szukanie wam miejsca do spania?
- Znalazłeś? - Kuba krzyknął w stronę Roberta, ale natychmiast się skrzywił i wrócił do poprzedniej pozycji.
- Nie. Olusia  ty miałaś takie magiczne lekarstwo. - Lewy popatrzył na dziewczynę błagalnie.  - Dawałaś mi kiedyś.
- W drugiej szafce za herbatami. Rozpuść w niecałej szklance letniej wody. Piszczek nogi. - Łukasz posłusznie cofnął nogi robiąc jej miejsce. - To rozumiem, że wczoraj wygraliście.
-7:1. - Potwierdził Kuba. - Żałuj, że Cię nie było.
- Ale wiesz... - Wtrącił Łukasz. - Właściwie to świętowaliśmy wczoraj, że nasz marnotrawny przyjaciel Robercik wrócił do życia. - Robert podał chłopakom po szklance, trzecią zostawiając sobie i usiadł między dziewczyną, a Łukaszem. - Boże, Kocham Cię stary.
- Jasny gwint. Gdzie jest mój telefon?!- wydarł się Kuba.- Trzeba zadzwonić do Jurka!!
- Dzwoniłam do trenera rano. - Uspokoiła go Ola. - Powiedziałam, że jesteście  tutaj i zwolniłam was z treningów przez tydzień.
- Ciebie też kocham. - Stwierdził z entuzjazmem Piszczek. - W ogóle kocham was wszystkich. - Powiedział to za głośno, bo natychmiast złapał się za głowę. Po chwili wszyscy już się śmiali. Ola miała cel przyjazdu do Dortmundu- budowa kliniki w tym mieście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz