niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 14- FINAŁ



Ustalono datę ślubu- 16 czerwca w sobotę. Świadkiem był Wojtek, a świadkowi Iza. Wszyscy świetnie bawili się na weselu. Ola wyprowadziła się na stałe do Niemiec. Jednak po krótkim szczęściu przyszedł czas na pech. Ola dowiedziała się, że cierpi na raka kości z przerzutem na serce. Poszła do szpitala. Podjęła się chemii, ale z dnia na dzień czuła się coraz gorzej.
- Robert, ja nie chcę umrzeć- powiedziała pewnego razu.
- Co ty, jesteś lekarzem, wiesz jakie masz szanse. Nie umrzesz- powiedział ze smutkiem.- Masz dla kogo żyć… Masz mnie i Adasia.
- Wiem, idę spać, zmęczyłam się…
Robert zostawił Olę samą. Zadzwonił po Wojtka, aby ten szybko przyjechał. Po 2 godzinach Wojciech pojawił się w szpitalu.
- Wojtek, siedź tu, a ja idę do lekarza zapytać o Olkę.
Po tych słowach poszedł do Andrzeja, który specjalnie przyjechał do Niemiec.
- Panie doktorze, co z nią ?
- Szczerze?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tak.
- Nie ma już dla niej ratunku, chyba, że przywiezie pan lek z Monachium.
- Jadę już jadę.
Robert gnał na ,,zbity pysk”, aby zdążyć na czas, pędził ile mu pozwalał silnik. Gdy w końcu dotarł do kliniki z lekiem Wojtek pokiwał przecząco głową.
- Już nie da rady, przyjechałeś za późno…- Wojtek szeptem próbował pohamować smutek.
- Ja do niej wejdę, ja chcesz też możesz.- powiedział Robert.
- Ja już byłem…Idź, czeka na ciebie.
Robert z niepokojem wszedł do Sali Oli.
- Olka…-wyszeptał i złapał ją za rękę, odwzajemniła gest, ale słabo. Nie miała sił.
- Ja umieram…Zaopiekuj się Adasiem, wychowaj go na dobrego człowieka i daj mu listy ode mnie. Są w kredensie za talerzami….Powiedz mojej rodzinie, że ją kocham i będę kochać…..- Ola mówił półgłosem.
- Dobrze, chcę żebyś wiedziała, że bardzo cię kocham…
- Ja też cię kocham…Nie zapomnij o mnie nigdy…Proszę…
- Nie zapomnę, kochanie nigdy nie zapomnę…

- To dobrze…Dasz radę, jak coś niech Iza ci pomoże…Żegnaj na zawsze…- po tych słowach spojrzała na Wojtka, który był ,,przyklejony” do szyby i uśmiechnęła się blado, po czym jej powieki się zamknęły, a ręka zwolniła uścisk. Wszystkie aparaty zaczęły pikać. Odeszła, odeszła na zawsze. Robert posiedział jeszcze chwilkę, a potem pielęgniarki kazały mu opuścić salę. Robert wyszedł na korytarz, gdzie zjawił się też Łukasz i Kuba.
- Stary, tak mi przykro- powiedział Kuba- My też ją kochaliśmy.
- A gdzie Wojtek? – zapytał Robert uwalniając się z uścisku Jakuba.
- Jak przyszły piguły to wyszedł. Ale już jest, nie widzisz?
- Widzę…Już jej nie zobaczymy, nie pośmiejemy się z nią, już nic…
Nadszedł dzień pogrzebu. Wszyscy byli bardzo smutni. Wojtek ubrał się w ciemny garnitur razem z Robertem.
***************
Kilka miesięcy później.
Lewy codziennie chodził do Oli na cmentarz i rozmawiał z pomnikiem. Opiekował się Adamem. Teraz tylko mały sprawiał, że miał po co żyć. Kochał Olę i w salonie, jak i w sypialni było pełno zdjęć Oli oraz ich wspólnych.
Robert w listach do Adasia odnalazł też zapiski Oli. Ostatni dzień ze szpitala zapisała tak : ,, To mój ostatni zapisek. Już niedługo mnie nie będzie, umrę. Kocham Roberta, ale to chyba w Wojtku jestem zakochana. Szkoda, że nie zdążę mu o tym powiedzieć. Kocham też Adasia. Mam nadzieję, że chłopaki i Iza poradzą sobie beze mnie. Wiem też, że wygrałam swój pierwszy mecz. Mecz o miłość”
************************
To już ostatni rozdział o przygodach Oli, dziękuję, że byliście ze mną cały czas. Pozdrawiam : Karola :)

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 13



Była około pierwsza w nocy, gdy zadzwonił Klopp, trener Borussi. Mówił, że mieli wypadek i jest tylko jeden gracz jest poszkodowany, a jest nim Łukasz. Okazało się, że leży w jej klinice. Ola pospiesznie zadzwoniła do Roberta.
- Jak się czujecie? Chodzi mi o ciebie i Kubę!- krzyczała do słuchawki.
- Z nami wszystkimi jest ok., mieliśmy badania i jest dobrze. Jedziemy dalej do Monachium. Spokojnie, bo nie wytrzymam z nerwów. Łukasz jest na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Jak dojedziemy dam znać. I nie musisz przyjeżdżać do kliniki….-odpowiadał ze spokojem.
- Ok., tylko nie zapomnij napisać lub zadzwonić, a do szpitala pojadę…Tylko nie zapomnij…- wybuchła płaczem.
- Olka… Nie płacz…Będzie dobrze…Nie zapomnę. Na razie muszę wsiadać do autobusu.
- Pa, pa!
Nie minęło kilka minut, a Ola była w klinice i zapoznała się z historią choroby kolegi. Gdy ze łzami spojrzała na łóżko z Łukaszem podłączonym do wielu urządzeń, chłopak odzyskał przytomność. Ola szybko do niego podbiegła…
-Olka…Czemu płaczesz? Będzie dobrze… Boli mnie biodro i głowa i wszystko…- uśmiechnął się i otarł łzy z jej policzków- Jutro miałem jechać po córkę więc szykuj wypis!
- Ja pojadę po Sarę. Ty nie wyjdziesz tak szybko, teraz śpij i odpocznij…Będę na korytarzu.-powiedziała wyraźnie uspokojona.
Wyszła na korytarz, na którym zobaczyła Wojtka.
- Od razu się tłumaczę: Robert kazał przyjechać i dojechali do Monachium. Będzie dobrze!- po tych słowach mocno przytulił Olę.
- Wojtuś… Wiem, że to nie czas i miejsce, ale na razie nie dam rady być z tobą…Przepraszam….-powiedziała z płaczem.
- Poczekam…Ale spokój tak?
- Tak… Dzięki, że jesteś.
Po chwili Łukasz kiwnął ręką do Oli na znak żeby przyszła do niego.
- Co się stało?- zapytała zaniepokojona dziewczyna.
- Nic, Sara jest w Katowicach. Pojedziesz po nią?- uśmiechnął się tylko.
- Jasne. Adres podaj.
- Ulica Wolności 45 Katowice.
- Ok., idę do domu, ogarniam się i jadę, zostaniesz z Wojtkiem. Wyjaśnisz mu to wszystko?
- Tak, jasne. Uważaj na siebie.
Wyszła z Sali kolegi, oznajmiła Wojtkowi plan zdarzeń.
- Ok., poradzimy sobie!- zatrzymał ją jeszcze.
- Tak wiem, masz wakacje?
- Mam i spędzam je w Gdańsku. Leć już.
- Buziaki. Jak coś to dzwoń.
Po tych słowach pojechała do domu Lewego i pognała do Polski. Gdy była w Katowicach około 12 w południe, szukała ulicy Wolności. Po chwili znalazła się przed domem pani Haliny. Dom był duży, miał ogród. Był zupełnie taki jakim wyobrażała sobie go Ola. Po namyśle zadzwoniła dzwonkiem. Otworzyła jej starsza, ale w widocznej formie fizycznej kobieta.
- Dzień dobry. Pani Halina  Piszczek?- zaczęła niepewnie.
- Dzień dobry, tak to ja. Co się stało?- pani odpowiedziała z sympatią.
- Chciałabym zabrać Sarę do Niemiec.
- A kim pani w ogóle jest?- ton kobiety uległ zmianie.
- Nazywam się Ola Malinowska. Jestem lekarzem.
- Nic mi to nie mówi. Nie dam pani małej.
- Jestem przyjaciółką Łukasza…
- Kolejna taka! A Łukasz nie mógł się sam pofatygować do mnie?
- Łukasz miał wypadek. Leży w szpitalu. Jest osłabiony, ale stabilny.
- O Boże! Zobaczymy czy Sara panią pozna.
Po chwili w drzwiach stanęła Sara.
- Ciocia? Extra!!- zawołała na widok Oli.
- Niech ją pani weźmie, chyba że… Przyjedzie pani po nią jak Łukaszek wyjdzie ze szpitala i będzie w stanie się nią zająć.
- Dobrze. Da mi pani numer telefonu? Tak, żebym mogła się skontaktować?- zapytała Ola.
- Tak:987123560. Czekam na wiadomości.
- Dowidzenia.
Minęło kilka dni. Ola wróciła z Wojtkiem do Gdańska, a Łukaszem na zmianę zajmowali się Robert i Kuba. Ola oczywiście protestowała, ale chłopacy uznali, że Ola za dużo się przy nich napracowała i kazali jej jechać na odpoczynek. W Gdańsku spotkała ją niemiła niespodzianka. Iza z Alanem i dziećmi pojechali na wakacje do Kanady, a wrócą za jakiś tydzień. To było dla Oli szokiem. Dzwoniła do Izy i tłumaczyła jej, że może przyjedzie.
- Super! Po prostu extra!- zaczęła mówić do siebie.
- Tak, ja też się cieszę, że wyjechali.-chłopak zaczął się śmiać.
- Ty się śmiej, a ja zamieszkam pod mostem na tydzień.- skarciła go wzrokiem.
- Pod mostem? A robisz parapetówę?
- Zamknij się! Zawieziesz mnie do rodziców?
- Tak, ale po co? Możesz pomieszkać u mnie.
- Serio? Jesteś cudowny!
- Wiem!! To jedźmy!!
Gdy dojechali do mieszkania za jakieś 15 minut Ola poczuła, że nic się nie zmieniło w jego mieszkaniu. Postanowiła zadzwonić do rodziców.
- Cześć mamo!
- Ola! Hej. Kiedy nas odwiedzisz?
- Niedługo. Muszę zabrać kilka rzeczy od was.
- Super. Gerard jest na wakacjach u nas.
- Pikuś? Fajnie!!!!
- Dobra. To na razie.
- Pa.
Kończąc rozmowę wyciągnęła się na białej kanapie i spojrzała na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy! Jednak nie czuła zmęczenia.
- Ok., to masz pościelone u mnie, a ja śpię tutaj-mówiąc to pokazał na kanapę.- Późno już…Ola idź spać jak chcesz jakoś funkcjonować.
- Nie!
- Co nie?
- Będę spała tu, a ty u siebie!
- Będziesz dyskutować z Wojtkiem?- zapytał siadając obok Oli.
- Będę z nim dyskutować! To ja tu a ty u siebie.
- To w takim razie czekam na zaproszenie.
- Gdzie mam cię zaprosić?
- Na parapetówę pod most!
- Dobra, niech ci będzie!
- Yes! Wojtek zawsze wygrywa!
- Oj bo zmienię zdanie!
- Ok. Dobranoc.
- Dobranoc i dzięki.
Ola wstała około 8 rano. Gdy już się ubrała i wyszła z pokoju przyjaciela do kuchni zobaczyła go przygotowującego coś i przeklinającego pod nosem.
- Hej…Co tam gotujesz?- zapytała z miną przygotowawczą do dyskusji.
- Ola? Wstałaś już? Jest 8!!!!- chłopak zasłonił miejsce z garnkiem sobą, tak aby Ola nie zauważyła potrawy.
- No właśnie 8!
- Wszystko do dupy!
- Co do dupy?- zapytała z uśmiechem.
- Śniadanie do dupy!
- Nie wyszło ci? A co robiłeś?
- Wyszło, naleśniki.
- To dlaczego do dupy?
- Bo miało to być niespodzianką dla ciebie.
- To zjemy to teraz ok.?
Śniadanie minęło im w expressowym tempie. Ola czuła, że łączy ją z Wojtkiem ta sama więź co dawniej. Po śniadaniu Wojtek wyszedł. Ola myślała gdzie mógł się wybrać, ale po chwili zasiadła do komputera. Wojtek pobiegł do kwiaciarni, aby kupić piękny bukiet dla Oli i powiedzieć jej prawdę o sobie. Jakież było jego zdziwienie, gdy w kwiaciarni zobaczył Gerarda Pique.
- Hej, a ty nie jesteś u rodziców Oli?- zgadnął Wojtek.
- Cześć. Nie, przyjechałem do Oli. A co ty tu robisz?
- Ja? Nic….Znaczy się kupuję kwiaty dla….mamy. Tak dla mamy bo ma imieniny.
- Extra, Ola u ciebie?
- Tak, idź.
Po chwili Gerard był już u Oli. Wyjaśnił jej wszystko po czym uznając, że są sami(opis)

Minęło kilka dni.
- Cześć Olka…-Wojtek wszedł do pokoju Oli.- Pobudka!
- Co? Która godzina?- zapytała z grymasem- Głowa mnie boli.
- Idź do lekarza, bo to już 4 dzień z rzędu!- odpowiedział z uśmiechem.
- Ok., idę do Hany, bo jest moim lekarzem.
- To biegnij!
Zanim wróciła ze szpitala odwiedziła kilka sklepów i wykonała telefon do Gerarda. To ostatnie bardzo ją załamało, bo Gerard ostatecznie stał się narzeczonym Shakiry. Bolało ją to… W gabinecie dowiedziała się, że będzie mamą. Nie chciała wracać do domu Wojtka. Zadzwoniła więc do Izy.
- Cześć siostra!- zaczęła z nutką lęku.
- Hej młoda! Co u ciebie? Mam wiadomość: przedłużamy pobyt w L.A. Dasz radę?
- Tak, dam…Iza musimy pogadać…
- Co jest?
- Jestem w ciąży! Z Gerardem, a on ma narzeczoną!
- Dasz radę kochanie mama wie?
- Tak, tata też.
- To trzymaj się, na razie.
Wróciła do domu ze łzami w oczach. Bała się, że Wojtek ją wyrzuci.
- Ola! Boże kochany! Martwiłem się!- krzyknął na widok Malinowskiej-Jak u lekarza?
- Znasz Pique? Ma narzeczoną, a mnie zostawił samą z dzieckiem….-wyznała na jednym tchu.
- Jesteś w ciąży?- ton przyjaciela przeszedł w zdziwienie.
- Tak, już się wyprowadzam. Znajdę jakiś hotel…
- O czym ty mówisz? Zostajesz u mnie! Nie zostawię cię samej w takim stanie!
- Serio? Jesteś wspaniały!!!
Wiadomość o ciąży najmłodszej Malinowskiej szybko się rozeszła. Ola chciała jechać do Dortmundu, aby pomagać Łukaszowi w rehabilitacji. Jednak chłopcy jednogłośnie się sprzeciwili i zapewniali Olę, że poradzą sobie sami.

Minęło kilka miesięcy….
Iza z Alanem wrócili z wakacji i chcieli zabrać Olę do siebie, ale po dłuższych namowach Ola została u Wojtka. Pewnego wieczora Alan przyszedł do Wojtka, aby obejrzeć zdjęcia z wakacji.
- A ty z Olą jesteście razem?- zagadnął na odchodnym Alan.
- Nie, ale ja bym chciał….
- Wiem, to leć do niej! Dobranoc!- krzyknął Alan i wsiadł do białej limuzyny.
Nadszedł moment, którego Ola bała się najbardziej w życiu- poród. Był 3 marca, gdy na świecie pojawił się jej synek. Kilka godzin po porodzie przyszedł do niej Wojtek.
- Cześć, jak się czujesz?- zapytał z troską w głosie.
- Hej, lepiej, nic nie boli…- uśmiechnęła się blado.
- Mam wieść! Łukasz zaczął sam chodzić!- uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Extra, muszę się z nim zobaczyć. Jest Iza?
- Jedzie już. A jak nazwiesz synka?- zapytał i położył się obok Oli.
- Nie wiem, nie myślałam nad tym. Chyba Adaś, dobrze mi się kojarzy.- dodała i wybuchła śmiechem.
- Co? Coś zrobiłem?- zapytał Wojtek znając przyczynę śmiechu Oli.
- Robisz miny, przestań bo nie ręczę za siebie! A tak w ogóle dziękuję…
- O, a za co?
- Że jesteś ze mną kiedy cię potrzebuję…
- Nie ma sprawy. Ola? Ja już nie mogę tak żyć…
- Jak?
- No kłamiąc cię….
- Jak to kłamiąc?
- Bo ja jestem z Sarą Fox, ale ją rzuciłem..
- To nie ma problemu!
- Ale ja cię kocham i chcę z Tobą być!
- Ciii, nic nie mów…- po tych słowach go pocałowała.
Nagle weszła Iza, Wojtek wyjaśnił jej sytuację. Iza wniosła na salę Adasia. Był podobny do mamy i taty. Po jakimś czasie Ola wyszła ze szpitala. Dostała od Falkowicza prezent- ubranka dla Adasia. Adam stał się jej oczkiem w głowie. Kochała go mimo, że nie dawał jej w nocy  spać. Teraz żyła tylko dla niego. Wojtek wrócił do Anglii, czasem nie odzywał się całymi dniami. Nie zapytał też czy Ola będzie jego dziewczyną. U Łukasza było coraz lepiej, Sara była w Katowicach. Nie długo Łukasz miał ją odwiedzić. Nie był w stanie jej zabrać do siebie, nie chciał też obarczać Oli problemami. Malinowska cieszyła się na każdą wiadomość od ,,Trio z Dortmundu”. Zdała sobie sprawę, że za nimi tęskni. Nie mogła jednak pozwolić sobie na wyjazd z tak małym dzieckiem. Adaś miał już wprawdzie 3,5 miesiąca, ale był stosunkowo mały na podróż samolotem. Często przesiadywała u Izy, która była chrzestną Adama, a chrzestnym oczywiście Alan. Wołał na Adasia- Adi, dzieci Alana i Izy pokochały małego kuzyna jak i ciocię, którą poznały na nowo. Z Gerardem się przyjaźniła, zdziwiło ją, że interesuje się synem i chętnie ich odwiedza.
**********
Adaś miał już półtora roku. Mówił już bardzo ładnie i lubił chodzić z Wojtkiem na treningi. Ola nadal z nim mieszkała, ale łączyła ich tylko przyjaźń. 23 maja Ola z Adasiem pojechali do Dortmundu i zamieszkali z Robertem. Po pewnym czasie Ola wróciła do Roberta. Aż 25 maja, stało się coś niebywałego w życiu Oli. Był finał LM, BVB vs Bayern Monachium. Ola poszła na mecz. Usiadła w sektorze VIP i oglądała spotkanie, które zakończyło się wynikiem 2:1 dla BVB. Po meczu każdy z BVB mówił kilka słów. Zaproszono ją na środek boiska, była kolej Roberta. Chłopak uśmiechnął się pogodnie po czym klęknął przed dziewczyną.
- Ola, ja zdałem sobie sprawę, że jesteś moim natchnieniem….-zaczął.
- Nie wydurniaj się.-przerwała Ola- Wstań.
- Ola nie wstanę dopóki nie odpowiesz mi na pytanie: Czy zostaniesz moją żoną?
- Robert…Nie wiem co powiedzieć…
- Najlepiej TAK- wtrącił Piszczek, który w pełni odzyskał zdrowie.
- Ciii….Ona ma mówić.- odparł Kuba.- Ola oddajemy ci głos.
- Robert! Tak, zostanę twoją żoną.- wyszeptała. Wszyscy zaczęli bić brawo.

Rozdział 12



Minęło kilka dni i Ola pojechała do Barcelony, aby tam trochę pomieszkać. Oczywiście Iza nie była z tego powodu zadowolona. Musiała jechać razem z Olą chociaż na kilka dni, aby dopilnować wszystkiego. Dojechali tam nie zmęczeni. Ale dziewczyny zasnęły od razu po wejściu do gościnnego.
- Do roboty! Wstawać!- Ola usłyszała nad głową krzyk Gerarda.
- Co? Jest dopiero 8!- popatrzyła równocześnie na zegarek i roześmianą twarz chłopaka.
- Jasne dopiero! Mieliśmy pracować od 6, 2 godziny więcej pracy, bo spóźnienie!
- Co ty? Trening mamy, czy jak?- usłyszeli głos Izy.- Wstawajmy, ma rację.
Gdy za jakąś godzinę dziewczyny się ubrały zaczęła się praca.
Po dwóch tygodniach skończyli pracę. Ola miała już dość tajemniczości Pique. Pewnego dnia nie wytrzymała.
- O co ci chodzi, co? Masz jakieś tajemnice?- wydusiła z siebie.
- Nooo, mam.- powiedział.
- Spoko, gdzie byłeś?
- U Allisy.
- Spoko, z nami koniec.
- Co? Jak to?
- Nie mówiłeś mi o tym.
- Zapomniałem… Ale rób co chcesz, przyjaźń?
- Jasne.
Pojechała do Dortmundu, oczywiście uzgodniła wszystko z Łukaszem.
- Hej, a co to za słodka dziewczynka?- zawołała na widok małej, około dwuletniej dziewczynki.
- Sara, mówiłem ci, że masz nie opuszczać pokoju!- odpowiedział Łukasz.- Wejdź, słyszałaś, że Wasyl się żeni?
- Tak, z Anką. Super.
- Wiem.- uśmiechnął się- Sara, do pokoju!
Usłyszeli tupot stóp małej, po czym usiedli na kanapie.
- A co to za dziewczynka?- zaciekawiła się Ola- Czy ja o czymś nie wiem?
- Oj, nie wiesz wielu rzeczy…- odparł z uśmiechem.
- To mów, chętnie posłucham!- Ola nie chciała dać za wygraną.
- Jak cię porwali, to znalazłem sobie Ewę, zaręczyliśmy się i w expressowym tempie się pobraliśmy, jakieś 2 tygodnie potem usłyszałem, że będę ojcem. Mała urodziła się półtora roku temu. Na początku było ok., ale potem zaczęły się problemy. Ewa biła małą, nie powodziło jej się w pracy, więc wyżywała się na nas. Jak prawie śmiertelnie pobiła Sarę zgłosiłem sprawę na policję. Odebrali jej prawa rodzicielskie i zamknęli w szpitalu psychiatrycznym. Ewa nie wytrzymała napięcia i popełniła samobójstwo. W tym czasie w Dortmundzie Andrzej zbudował klinikę.
- Sorki, że pytałam, wiem, że mamy klinikę.
- Nie szkodzi, jestem szczęśliwy, że nie jestem z Ewą. A ty jak się trzymasz?
- Normalnie, jakby nic się nigdy nie stało…

Obudził ją płacz Sary. Pospiesznie pobiegła do kuchni, zastała tam małą Sarę trzymającą się krwawiący palec. Ola nie mówiąc nic opatrzyła palec Sary.
- Gdzie jest Łukasz?- powiedziała sama do siebie.
- Tata poszedł do pracy. A jak się nazywasz? Ja Sara jestem.-odparła mała, myśląc, że pytanie jest zadane właśnie jej.
- Ola się nazywam, jemy śniadanko?
- Tata mi dał. Mogę baję obejrzeć?
- Jasne.
Minęło kilka dni.
Ola wróciła do normalnego życia, przynajmniej się starała. Mieszkała u Roberta jak dawniej. Czuli się w swoim towarzystwie tak swojsko, że Oli wydawało się, że jest jak kiedyś… Nie myliła się! Robert nadal coś do niej czuł.
-Hej!- krzyknęła Ola wbiegając do domu Roberta.-A wy jak zawsze! Tylko FIFA i FIFA! A torba treningowa na środku domu! Robert! Ty mnie słyszysz?
-O, Ola! Zagrasz? I słucham cię słucham.- odparł w pośpiechu, bo w tym momencie na wielkim telewizorze Kuba strzelił mu piękną bramkę.
- To weź tą torbę!- krzyknęła Ola.
- Nie teraz, bo przegram….
W tym momencie Ola nie wytrzymała. Podeszła do Roberta i rzuciła mu torbę na kolana, zasłaniając ekran telewizora.
- Ej, psujesz wszystko.- powiedział Kuba- Robercie sprzątaj ten burdel. Ja poczekam z Łukaszem.
- Dzięki Kubuś, że przypomniałeś.-dodała Ola- Łukasz, gdzie jest Sara?
- W Katowicach u babci. Katowice to miasto w Polsce i babcia Olga to moja matka. Wzięła ją na miesiąc, na wakacje.
- Masz szczęście.- uśmiechnęła się- I wiem co to Katowice.
Minęło kilka dni….
Chłopacy jechali do Monachium na mecz o mistrzostwo kraju.
- Robert, zabrałeś te niebieskie buty?- dopytywała Ola.
- Jedziemy na 2 dni, ale mam je.
- To trzymajcie się kochani i dzwońcie jak dojedziecie!- po tych słowach uściskała trio i pomachała im na pożegnanie.
Tę noc Ola zapamiętała do końca życia. Odebrała telefon, który zmienił ją w 100%.

czwartek, 18 lipca 2013

Informacja :)

Zostały mi 3 niedodane rozdziały. Rozdział 14 będzie ostatnim rozdziałem o przygodach Oli i jej przyjaciół, rodziny. Mam już wszystkie rozdziały napisane. Dziękuję, że byliście ze mną. Piszę też drugi blog- Heartbreakerhttp://opowiadanie-heartbreaker.blogspot.com/
To link do niego. Mam nadzieję, że zarówno ,,Mecz o miłość", jak i ,,Heartbreaker" się Wam spodobają.
Pozdrawiam: Karola

Rozdział 11



Ola była już wytrwałą przyjaciółką piłkarzy. Postanowiła wyprowadzić się od siostry i kupić własne mieszkanie. Kupiła coś w zacisznym bloku w centrum Gdańska. Nie lubiła tego mieszkania. Postanowiła więc wyjechać do rodziców. Gdy tam dojechała zastała ją niespodzianka. W domu zobaczyła Gerarda Pique. Nie wierzyła, że spotyka swojego kolegę w ich domu, dodatkowo dziwił ją fakt, że rodzice się z nim dogadują.
-         Hi!- zawołała Ola - What are you doing here?
-         Cześć!- uśmiechnął się- Ja mówię po Polsku.
-         Jak to?- jej zdziwienie było ogromne- Od kiedy?
-         Od dziecka, mój dziadek był Polakiem, nie mówiłem o tym wcześniej, bo się zgrywałem.
-         Spoko, normalka.
2 dni później Pikuś, jak nazywali go koledzy z szatni zabrał Olę na tajemniczą wycieczkę nad jezioro. Dojechali tam po dwóch godzinach. Usiedli na mostku i zaczęli rozmawiać.
-Odpowiesz mi na jedno pytanie? – Zadał kolejne tego wieczoru pytanie.
-Zależy jakie…
-Proste. Jesteś śliczna, mądra, zabawna, kochana, inteligentna, wspaniała. Dlaczego nikogo nie masz?– Przypadkowo dotknął jej dłoni.
-O to samo mogłabym zapytać Ciebie… -Próbowała wymigać się z zadanego przez niego pytania.
-Pierwszy zapytałem. -  Wyszczerzył się.
-Miałam kogoś bardzo niedawno… – Zaczęła niepewnie.
-Skrzywdził cię? –Przerwał jej głośno.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
-Powiedzmy, że nie byliśmy sobie przeznaczeni. – Wciąż nie potrafiąc myśleć o Robercie, jak o kimś złym. 
-Wierzysz w przeznaczenie? – Wyłapał słowo, które przed chwilą powiedziała.
Chwilę się zastanawiała.
-Trudno powiedzieć. – Rzekła w końcu, starając się zakończyć trwający między nimi kontakt wzrokowy. – Kiedyś wierzyłam. Myślałam, że ja i on byliśmy sobie przeznaczeni, ale… myliłam się. Nie chcę do tego wracać. – Dodała.
- Jak cię kiedykolwiek skrzywdzi to go zabiję- obiecał ze śmiechem.
-A ty? Dlaczego nikogo nie masz?
-Szukam tej jedynej. – Powiedział dumnym tonem głosu, po czym zaśmiał się. –A tak naprawdę, to sam nie wiem.
-Pewnie miałeś już tyle dziewczyn, że Ci się znudziły. – Zasugerowała ze śmiechem.
-Nie, to nie to. – Zaprzeczył. – Sam nie wiem.
- Oho. Już 24! Wracamy- zadecydowała Ola.
- Jak tylko chcesz!
Wdychała przyjemny zapach, panujący w jego samochodzie i nie mogła oprzeć się nieodpartej pokusie spojrzenia na niego. Był świetnym kierowcą, za nic miał ograniczenia prędkości, a to niezmiernie się jej podobało. 
-Mam pytanie. – Oświadczył.
-Znowu? – Skomentowała głośno. – O co tym razem chodzi. – Dodała.
-Tylko, odpowiedz szczerze! – Zastrzegł patrząc na jej oczy w lusterku.
-Zawsze  jestem szczera! – Skłamała, udając urażoną. – Wątpisz w to? – Dodała widząc uśmiech na jego twarzy. Uśmiech, który tak bardzo lubiła. Te urocze dołeczki, pojawiające się, co rusz w jego policzkach…
-Gdzież bym śmiał. Więc, Olu , czy chciałabyś się jeszcze kiedyś zakochać? – Lubił wiedzieć, na czym stoi, i chciał, aby tym razem też tak było.
-Sama nie wiem. – Odpowiedziała bez dłuższego namysłu. Nie chciała dawać nadziei chłopakowi, ale nim spostrzegła właśnie dała mu jej sporo. –Może, kiedyś. Potrzebuję czasu. – Dodała.
-Mogę poczekać, tak długo, jak będziesz chciała. – Tym zdaniem, tylko utwierdził ją w przekonaniu, że się w niej zakochał, że dała mu jednak tej nadziei za dużo. O wiele za dużo. Poszła do domu i położyła się, myślała, że mama ją zabije, że tak późno wróciła.
Obudził ją kolejny sygnał wibrującego pod poduszką telefonu. Zdenerwowana i zaspana pomyślała, że zabije osobę, która dzwoni do niej tak wcześnie. Otworzyła oczy, jednak szybko zamknęła je pod wpływem gorących i rażących w oczy promieni słonecznych wpadających przez odsłonięte okno. Uświadomiła sobie, że zapomniała zasunąć zasłon. Wiedziała, że będzie to gorący dzień. Odebrała szybko wciąż dzwoniący telefon.
-Halo? – Powiedziała zmęczona, nie otwierając oczu.
-Cześć Olcia  stęskniłaś się za mną? – Usłyszała w słuchawce głos rozbawionego Gerarda. – Nie musisz odpowiadać, wiem, że tak. – Dodał z dużą pewnością siebie.
- Nie bądź za pewny  Mogę wiedzieć, co jest przyczyną, tego jakże niespodziewanego telefonu? – Warknęła.
Zaśmiał się głośno.
-Nie mogłem pozwolić, żebyś straciła taki piękny dzień śpiąc. – Oznajmił, dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek.
-Jest szósta.
-Wiem, która jest godzina, mam zegarek na wyświetlaczu telefonu. – Powiedział. – Mam już dla ciebie plany na dzisiejszy dzień. – Rzekł dumnie.
- Nie ma mowy. Wczoraj się za dużo zabawiłam.
- No ej, ja się tu bawię, a ty mi to psujesz!
- To masz problem. Nikt ci nie kazał tu przebywać i gdzie ty jesteś?
- Po pierwsze nie mam problemu, po drugie Igor mnie zmusił, a po trzecie nie ma mnie w domu.
- To gdzie jesteś? Jak nie wrócisz to muszę za ciebie świecić oczami przed rodzicami.
- W sklepie jestem. No to zaświeć, wyjdzie ci to jak zawsze. Cześć.
- Na razie.
Rzuciła telefonem. Była wściekła, więc poszła pobiegać. W parku wydawało się jej, że ktoś ją śledzi. Starała się na to nie zważać. Nagle poczuła silne uderzenie w głowę. Reszty nie pamiętała, ale obudziła się w ciemnym magazynie. Dwóch rabusiów najwyraźniej chciało coś od niej. Po godzinie wiedziała, że ją z kimś pomylili. Była tam cały rok. Nie widziała Eweliny, Artura już 2 lata. Ciekawa była, czy ją pamiętają. Są już tacy duzi, Ewelina ma 4 latka, a Artur 5.- myślała.
Pewnego dnia uwolniła się, zbiła rabusiów i wezwała policję. Zatrzymano ich raz na zawsze. Biegła do domu jak na skrzydłach. Wszyscy oczywiście wiedzieli o jej odnalezieniu.

Kilka tygodni później….
Mieszkała chwilowo u rodziców, bo oni pojechali do Izy. Sama Ola też tam była i mimo jej obaw dzieci ją poznały. Myślała, że będzie sama, ale oczywiście jej kochany brat musiał sprowadzić do niej Pique. Nie przejmowała się tym, lecz zadzwoniła do Piszczka:
- Oho! Ktoś zatęsknił i sobie o nas przypomniał!!- usłyszała znajomy głos.
- Tak, co u was?
- Dobrze, a co tak hałasuje?
- Wideo rozmowa z Izką. Mogę?
- Jasne. Ale nie daruję ci tej rozmowy.
- Ok., pa.
Odebrała telefon od Izy. Nie rozmawiały długo, bo przerwał im dzwonek do drzwi u Izy. To byli oczywiście rodzice. Iza spojrzała na siostrę z wyrzutem i poszła otworzyć.
W tym czasie drzwi domu rodziców trzasnęły z hukiem.
-Się ma Ola ! Co dobrego dziś na obiad ? – jak zawsze wpadał do jej królestwa bez zapowiedzi.
-Pique czy Ty nigdy nie nauczysz się pukać ? Rozumiem, że to skomplikowane, ale dzwonek też posiadam i naciśnięcie guziczka nie wydaje się tak trudne –zmroziła go swoim spojrzeniem, gdy on zupełnie niezrażony jej wybuchem zasiadł na kuchennym krześle. 
-Po co te nerwy maleńka ? – zaśmiał się tak głośno, że można go było usłyszeć w całej posiadłości.
-Ciekawe czy byłbyś taki mądry, gdybym stała sobie nago co ? – spojrzała na niego jeszcze raz spod swoich przymrużonych powiek i wróciła do mieszania zawartości w niewielkim garnuszku.
-A co ja kobiety bez ubrania nie widziałem ?  Za kogo Ty mnie masz ! No już smile i powiedź, co upichciłaś dla swojego malutkiego Gerarda – wstał z zajmowanego wcześniej miejsca, aby po chwili stanąć za jej plecami. Pochylił się delikatnie do przodu, aby zobaczyć co znajduje się w garnkach.
-Malutki ? Dobre mi sobie, naprawdę. To, co lubisz najbardziej.
- Wiesz, że uwielbiam twoją kuchnię! Tylko nie mów tego moim rodzicom.
-Kłamca – nie wytrzymała wybuchając śmiechem. Taka była natura Gerarda Pique. Nie było osoby, której nie potrafiłby rozbawić. Po opanowaniu zasiedli razem przy stole mając zamiar zjeść przygotowane przez dziewczynę spaghetti carbonara.  
Zimny prysznic przynosił ulgę w nadzwyczaj upalny dzień, który od samego rana nękał mieszkańców Lidzbarka . Ola  właśnie zdążyła opatulić się białym ręcznikiem, który nie zasłaniał za wiele, gdy do jej sypialni wparował Gerard.
- Gdzie jesteś ? – krzyczał w niebo głosy wchodząc do jej pokoju. Po chwili zauważył jej głowę, a potem i resztę ciała przyjaciółki, którą mógł podziwiać w niecodziennej odsłonie. Owinięta była jedynie krótkim ręczniczkiem, a z jej włosów i ramion ściekały kropelki wody, które pokrywały delikatnie również jej dekolt.
-Prosiłam abyś nauczył się pukać – upomniała go mrożąc swoim spojrzeniem. Zupełnie nie dostrzegła tego, w jaki sposób on lustruje każdy milimetr jej ciała. Przez dłuższą chwilę nie potrafił wydusić z siebie słowa nieco zawstydzony.
-Wybacz myślałem, że będziesz w salonie, ale no …
-Dobra Pique mów o co Ci chodzi. Zgłodniałeś?
- Nie, 2 dni będę spał w ogrodzie pod namiotem.
- Jak chcesz.
- Tylko może zamieszkamy tam razem?
- Nie jestem idiotką, a w ogóle to jadę dziś do kliniki Tretera, bo mają ważną sprawę.
- Spoko, więcej miejsca dla mnie!!!!
Ten dzień Ola spędziła w klinice kolegi. Chodziło o siatkarza- Zbigniewa Bartmana. Miał podejrzenie raka kości.
- Cześć, jestem Ola- powiedziała wkraczając do jego Sali.- Zemdlałeś na treningu, tak?
- Zbyszek, dla znajomych Zibi. Tak, będziesz moją lekarką?
- Będę, ale nie chcę oszukiwać. Masz podejrzenie raka. Musisz na jakiś czas skończyć z grą.
- Co? Jaja sobie robisz?
- Nie, podejmujesz leczenie?
- Tak, ale ty mi to mówisz? Czemu ty? Nie wiesz jak to jest rzucić marzenia.
- Wiem, miałam wypadek, grałam w siatkówkę. Nie mogę grać do końca życia. Ale jak leczenie się uda to wracasz do gry. A ja nigdy nie wrócę…
- Ok., spoko.
Wróciła zdołowana. Powróciły dawne wspomnienia i marzenia. W domu zastała rozwalone kwiaty i kolację.
- Hej, jesteś już! Extra. A więc NIESPODZIANKA!!!!!!!!!!!
- Cześć, dzięki. Z jakiej to okazji?
- Musimy pogadać….
- Ok., wal prosto z mostu!
- A więc ja cię kocham i nie wiem jak mógłbym dalej żyć bez ciebie. Czy będziesz ze mną?
- Uuuu. Myślałam, że nigdy nie zapytasz…- Ola uśmiechnęła się ciepło.
- Ale zgadzasz się?
- Jasne….
Tę noc spędzili razem. Ola napisała SMS do całej rodziny i przyjaciół z wiadomością, że nabyła sobie Pikusia. Następnego dnia musiał jechać na trening i wziąć sobie jeszcze trochę wolnego. Na miejscu od razu podszedł do niego Igor.
- Hej, stary. Musimy pogadać.- zaczął.- Masz…
- Tak, wiem. Mam się trzymać na baczności, pilnować twojej siostry, nie zranić jej, bo w przeciwnym razie policzę się z tobą.- przerwał koledze.- A teraz pozwól jechać do domu, ok.?
- Jasne.
Cały rozbawiony wpadł do domu. Oczywiście znów nie użył dzwonka. Widok, który zobaczył zadziwił go zupełnie.
- Wybierasz się gdzieś?- zapytał na widok Oli pakującej torbę.
- Nie, ale ty tak.- starała się nie wybuchnąć śmiechem.
- Wyrzucasz mnie?
- Tak jakby. Chciałeś spać w namiocie to cię tam wprowadzę.
- Odechciało mi się, wiesz?
- Nie ma tak. Ty na piachu lub trawie a ja w domku.
- Daj mi namiot!
- Nie mam.
- Co?
- Nie mam namiotu, znaczy się mam, ale nie wiem gdzie i nie będę szukała.
- Spoko. Czyli wystawiasz mnie na piach, takiego małego i bezbronnego?
- Nie zgrywaj się. Oboje wiemy, że nie jesteś bezbronny, a tym bardziej mały.
- Wiem, ale nie możemy chociaż poudawać?
- Nie!
- Ok.
 

Rozdział 10



Gdy dotarli do domu czekała na Olę niespodzianka.
- Robert. Przygotowałeś kolację?
- Tak, bo musimy pogadać.
- Słucham.
- Bo ja tak długo myślałem i wymyśliłem: chcę z tobą być i czy się zgodzisz?
- Jasne i to nie żart.
Następny miesiąc szybko jej minął, biuro, błaganie o wybudowanie kliniki. Z niecierpliwością czekała na weekend. Łukasz i Kuba zabierali ją nad jezioro. Robert musiał zostać z jakiś tajnych powodów. Nad jeziorem bawiła się cudnie. Kochała jeziora, ale nie była pod namiotami nad jeziorem w pierwsze dni maja. Gdy tradycyjnie o 7 rano w poniedziałek wrócili do domu, Kuba sam poszedł do siebie, a Łukasz ją odwiózł. Łukasz wtargnął do domu jak huragan, jednak widok z salonu zamurował go. Zobaczył Roberta wtulonego w Kaję. Kaja była ich masażystką, Robert już wiele razy się do niej zalecał, ale nie udawało mu się. Teraz kiedy był z Olą wszyscy myśleli, że odpuści.
- Co tak cicho?- zainteresowała się Ola.- Robert śpi jeszcze?
- Nie powinnaś tam wchodzić. Nie teraz. Może pójdziemy do mnie, napijemy się herbatki i wrócimy?- Łukasz starał się zatrzymać przyjaciółkę.
-  Przestań. Idę na moją kanapę!
W tym momencie Ola odepchnęła przyjaciela i wkroczyła do salonu. Gdy ujrzała Kaję zamurowało ją. Nie wiedziała co chce zrobić.
- Pojedźmy do ciebie, wrócę tu tylko aby wszystko wyjaśnić.- rzekła po kilku chwilach.
Gdy wrócili o 13 Kaja poszła. Robert był sam, było posprzątane.
- Hej Ola!!- wykrzyknął na jej widok, chciał ją przytulić, ale przeszkodził mu Łukasz.- Ola co jest?
- Idę na górę po rzeczy i wychodzę- chłodno powiedziała Ola.
- Gdzie idziesz?
- To nie twoja sprawa. Byłam w domu o 7 i wiem wszystko. Widziałam Kaję.
- To nie tak! Wytłumaczę ci to!!
- Co chcesz tłumaczyć? Nie mamy o czym rozmawiać.
- Właśnie, że mamy. Rano nie słyszałem cię . Proszę cię, pozwól mi wytłumaczyć, zanim zabrniemy za daleko.
- Nie chcę cię słuchać. Z nami koniec. Daj mi spokój.
- Ale…
Ola spakowała tylko najważniejsze rzeczy. Po godzinie była gotowa. Położyła klucze od domu na stole. W trakcie pakowanie powiadomiła wszystkich o zdarzeniu.
- Ola, to nie musi się tak kończyć…- Robert chciał jakoś wszystko odkręcić- przyznaję, zawiniłem, ale wybacz mi…
- Łukasz idziemy- Ola nie próbowała go słuchać.
W samochodzie Ola wybuchła płaczem, gdy się uspokoiła zaczęła myśleć.
- Gdzie cię zawieźć? Mam wolne.- zapytał Łukasz.
- Do Polski, najlepiej do Gdańska.
- Tak jest. Jak tylko sobie życzysz.
Nie rozmawiali całą drogę. Gdy nadszedł niechciany moment pożegnania.
- Wrócisz jeszcze do Nieniec?- smutno zapytał Łukasz.
- Tak, ale nie do Roberta.- Ola była bliska łez.
- To trzymaj się, nie będę już potrzebny.
- Pa, pozdrów Kubę.
- Jasne.
Weszła do domu. Zostawiła walizki i udała się do kuchni, gdzie czekała na nią siostra.
- Jak tam młoda?
- Tak jak mówiłam przez telefon. Jadę do rodziców, wiedzą o wszystkim.
- Dobra, zawieźć cię tam?
- Nie, poradzę sobie. Ty zostań z dziećmi.
- Na 100%?
- Na 1000%.
Następnego dnia Ola była u rodziców. Gdy  o 17, gdy siedzieli razem w salonie usłyszeli dzwonek. Mama Oli poszła zobaczyć kto przyszedł.
- Kto tak się dobija jak szaleniec? – dopytywał się tata Oli.- Kasia gadaj!
- Robert przyjechał….- wyszeptała mama.
- Ten dupek? Jak się z nim rozprawię!!!- ruszył do drzwi.
- Tato! Zostaw. Pogadam z nim na zewnątrz.- wtrąciła Ola.
Wyszła z domu ubrana w krótkie spodenki i różową koszulkę.
- Czego chcesz?- burknęła.
- Rozmowy. Tylko rozmowy.
- Ok., słucham cię.
- To nie tak jak myślisz. Ja wiem, że popełniłem błąd… Ale możesz wybaczyć mi ten błąd.
- Haha.- zaśmiała się-  Nie mogę, to za trudne. Ja ci wierzyłam, byłam szczęśliwa po latach…
- Ale Ola…
-  Nie ma ale. Daj mi odpocząć.
- Ale nawet nie będzie przyjaźni?
- Na dzień dzisiejszy nie odpowiem. Może za jakiś czas.- powiedziała dziewczyna- Idź już, tak będzie lepiej.
Ola szybko wbiegła do domu.  Za kilka dni dostała dziwny telefon. Dzwoniła Kaja. Chciała porozmawiać, umówiły się na spotkanie tego samego dnia. Olę zdziwiło, że dziewczyna mówiła po Polsku.
- Cześć, Ola, musimy pogadać- powiedziała Kaja.
- Cześć, o czym chcesz rozmawiać?- odparła Ola.
- O Robercie…- Kaja urwała.
- To nie mamy o czym mówić, to skończony dział, przeszłość.
- Tylko, że to moja wina. Przyszłam w sobotę i dosypałam mu coś do herbaty. Potem już wiesz… Wybacz mu! To moja wina.- wyznała Oli.
- Dzięki, Kaja. Na razie.
Ola szybko pobiegła do domu. Chciała zadzwonić do chłopaka i go przeprosić, ale nie zrobiła tego. Musiała ochłonąć. Powiadomiła Izę o zajściu i razem stwierdziły, że trzeba coś zrobić. Ostatecznie Ola pojechała do Dortmundu, czekała tam na nią nie miła niespodzianka. Robert nie otworzył jej drzwi.
- Robert! Otwórz! Musimy pogadać, proszę cię!!!- krzyczała.
- Co się drzesz?- Ola zobaczyła znajomą twarz w drzwiach- Nie wiem czy wpuścić cię do domu.
- Wchodzę.- oznajmiła Ola- Muszę cię przeprosić. Oskarżyłam się o coś co nie było twoją winą. Kaja mi wytłumaczyła.
- Czyli chcesz do mnie wrócić?
- Tak…
- Świetnie, myślałem, że nigdy to się nie stanie. Teraz jestem tak, że tylko treningi za granicą, a cały inny czas w Polsce. Może pojedziemy do stolicy, aby odwiedzić rodziców?
-  Ok., pakuj się.
Gdy jechali do Polski Ola wysłała siostrze wiadomość, że wszystko się udało.
- Wytłumacz mi jakim cudem jesteś rodziną z Alanem, Wojtkiem i drugim Wojtkiem?- zagadała Ola.
- Moja mama to Ewa, jest też mamą Alana i Wojtka Szczepańskiego. Wojtek jest moim przyrodnim bratem, bo jego mama nie jest z tatą jego, a on jest moją mamą, rozumiesz?
- Teraz tak.
Dojechali około godziny 19:00.  Przez pierwsze 2 dni wszystko było pod kontrolą. Rodzice ucieszyli się z przyjazdu Roberta i Oli. 3 dnia Robert poszedł do kumpli, a Ola spędziła cały dzień z Wojtkiem, czuła się jak w liceum.
- Gdzie jest Wojtek Szczepański?- zapytała.
- W Lublinie. Ma tam 3 knajpę. Ma też narzeczoną- Julię. A co robiłaś cały dzień?
- Bawiłam się z Wojtkiem.
- Z nim? Zdradzasz mnie, tak?
- Nie, co ty?
- Daruj sobie. Nie możemy być razem, nawet jeśli mnie nie zdradzasz, bo wyjeżdżam na stałe do Niemiec.
- Ok., chociaż jesteś szczery. Przyjaźń?
- Z tobą zawsze.