Była około pierwsza w nocy,
gdy zadzwonił Klopp, trener Borussi. Mówił, że mieli wypadek i jest tylko jeden
gracz jest poszkodowany, a jest nim Łukasz. Okazało się, że leży w jej klinice.
Ola pospiesznie zadzwoniła do Roberta.
- Jak się czujecie? Chodzi mi
o ciebie i Kubę!- krzyczała do słuchawki.
- Z nami wszystkimi jest ok.,
mieliśmy badania i jest dobrze. Jedziemy dalej do Monachium. Spokojnie, bo nie
wytrzymam z nerwów. Łukasz jest na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Jak
dojedziemy dam znać. I nie musisz przyjeżdżać do kliniki….-odpowiadał ze
spokojem.
- Ok., tylko nie zapomnij
napisać lub zadzwonić, a do szpitala pojadę…Tylko nie zapomnij…- wybuchła
płaczem.
- Olka… Nie płacz…Będzie
dobrze…Nie zapomnę. Na razie muszę wsiadać do autobusu.
- Pa, pa!
Nie minęło kilka minut, a Ola
była w klinice i zapoznała się z historią choroby kolegi. Gdy ze łzami
spojrzała na łóżko z Łukaszem podłączonym do wielu urządzeń, chłopak odzyskał
przytomność. Ola szybko do niego podbiegła…
-Olka…Czemu płaczesz? Będzie
dobrze… Boli mnie biodro i głowa i wszystko…- uśmiechnął się i otarł łzy z jej
policzków- Jutro miałem jechać po córkę więc szykuj wypis!
- Ja pojadę po Sarę. Ty nie
wyjdziesz tak szybko, teraz śpij i odpocznij…Będę na korytarzu.-powiedziała
wyraźnie uspokojona.
Wyszła na korytarz, na którym
zobaczyła Wojtka.
- Od razu się tłumaczę:
Robert kazał przyjechać i dojechali do Monachium. Będzie dobrze!- po tych
słowach mocno przytulił Olę.
- Wojtuś… Wiem, że to nie
czas i miejsce, ale na razie nie dam rady być z tobą…Przepraszam….-powiedziała
z płaczem.
- Poczekam…Ale spokój tak?
- Tak… Dzięki, że jesteś.
Po chwili Łukasz kiwnął ręką do
Oli na znak żeby przyszła do niego.
- Co się stało?- zapytała
zaniepokojona dziewczyna.
- Nic, Sara jest w
Katowicach. Pojedziesz po nią?- uśmiechnął się tylko.
- Jasne. Adres podaj.
- Ulica Wolności 45 Katowice.
- Ok., idę do domu, ogarniam
się i jadę, zostaniesz z Wojtkiem. Wyjaśnisz mu to wszystko?
- Tak, jasne. Uważaj na
siebie.
Wyszła z Sali kolegi,
oznajmiła Wojtkowi plan zdarzeń.
- Ok., poradzimy sobie!-
zatrzymał ją jeszcze.
- Tak wiem, masz wakacje?
- Mam i spędzam je w Gdańsku.
Leć już.
- Buziaki. Jak coś to dzwoń.
Po tych słowach pojechała do
domu Lewego i pognała do Polski. Gdy była w Katowicach około 12 w południe,
szukała ulicy Wolności. Po chwili znalazła się przed domem pani Haliny. Dom był
duży, miał ogród. Był zupełnie taki jakim wyobrażała sobie go Ola. Po namyśle
zadzwoniła dzwonkiem. Otworzyła jej starsza, ale w widocznej formie fizycznej
kobieta.
- Dzień dobry. Pani Halina Piszczek?- zaczęła niepewnie.
- Dzień dobry, tak to ja. Co
się stało?- pani odpowiedziała z sympatią.
- Chciałabym zabrać Sarę do
Niemiec.
- A kim pani w ogóle jest?-
ton kobiety uległ zmianie.
- Nazywam się Ola Malinowska.
Jestem lekarzem.
- Nic mi to nie mówi. Nie dam
pani małej.
- Jestem przyjaciółką
Łukasza…
- Kolejna taka! A Łukasz nie
mógł się sam pofatygować do mnie?
- Łukasz miał wypadek. Leży w
szpitalu. Jest osłabiony, ale stabilny.
- O Boże! Zobaczymy czy Sara
panią pozna.
Po chwili w drzwiach stanęła
Sara.
- Ciocia? Extra!!- zawołała
na widok Oli.
- Niech ją pani weźmie, chyba
że… Przyjedzie pani po nią jak Łukaszek wyjdzie ze szpitala i będzie w stanie
się nią zająć.
- Dobrze. Da mi pani numer
telefonu? Tak, żebym mogła się skontaktować?- zapytała Ola.
- Tak:987123560. Czekam na
wiadomości.
- Dowidzenia.
Minęło kilka dni. Ola wróciła
z Wojtkiem do Gdańska, a Łukaszem na zmianę zajmowali się Robert i Kuba. Ola
oczywiście protestowała, ale chłopacy uznali, że Ola za dużo się przy nich
napracowała i kazali jej jechać na odpoczynek. W Gdańsku spotkała ją niemiła
niespodzianka. Iza z Alanem i dziećmi pojechali na wakacje do Kanady, a wrócą
za jakiś tydzień. To było dla Oli szokiem. Dzwoniła do Izy i tłumaczyła jej, że
może przyjedzie.
- Super! Po prostu extra!-
zaczęła mówić do siebie.
- Tak, ja też się cieszę, że
wyjechali.-chłopak zaczął się śmiać.
- Ty się śmiej, a ja
zamieszkam pod mostem na tydzień.- skarciła go wzrokiem.
- Pod mostem? A robisz
parapetówę?
- Zamknij się! Zawieziesz
mnie do rodziców?
- Tak, ale po co? Możesz
pomieszkać u mnie.
- Serio? Jesteś cudowny!
- Wiem!! To jedźmy!!
Gdy dojechali do mieszkania
za jakieś 15 minut Ola poczuła, że nic się nie zmieniło w jego mieszkaniu.
Postanowiła zadzwonić do rodziców.
- Cześć mamo!
- Ola! Hej. Kiedy nas
odwiedzisz?
- Niedługo. Muszę zabrać
kilka rzeczy od was.
- Super. Gerard jest na
wakacjach u nas.
- Pikuś? Fajnie!!!!
- Dobra. To na razie.
- Pa.
Kończąc rozmowę wyciągnęła
się na białej kanapie i spojrzała na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy!
Jednak nie czuła zmęczenia.
- Ok., to masz pościelone u
mnie, a ja śpię tutaj-mówiąc to pokazał na kanapę.- Późno już…Ola idź spać jak
chcesz jakoś funkcjonować.
- Nie!
- Co nie?
- Będę spała tu, a ty u
siebie!
- Będziesz dyskutować z
Wojtkiem?- zapytał siadając obok Oli.
- Będę z nim dyskutować! To
ja tu a ty u siebie.
- To w takim razie czekam na
zaproszenie.
- Gdzie mam cię zaprosić?
- Na parapetówę pod most!
- Dobra, niech ci będzie!
- Yes! Wojtek zawsze wygrywa!
- Oj bo zmienię zdanie!
- Ok. Dobranoc.
- Dobranoc i dzięki.
Ola wstała około 8 rano. Gdy
już się ubrała i wyszła z pokoju przyjaciela do kuchni zobaczyła go
przygotowującego coś i przeklinającego pod nosem.
- Hej…Co tam gotujesz?-
zapytała z miną przygotowawczą do dyskusji.
- Ola? Wstałaś już? Jest
8!!!!- chłopak zasłonił miejsce z garnkiem sobą, tak aby Ola nie zauważyła
potrawy.
- No właśnie 8!
- Wszystko do dupy!
- Co do dupy?- zapytała z
uśmiechem.
- Śniadanie do dupy!
- Nie wyszło ci? A co
robiłeś?
- Wyszło, naleśniki.
- To dlaczego do dupy?
- Bo miało to być
niespodzianką dla ciebie.
- To zjemy to teraz ok.?
Śniadanie minęło im w
expressowym tempie. Ola czuła, że łączy ją z Wojtkiem ta sama więź co dawniej.
Po śniadaniu Wojtek wyszedł. Ola myślała gdzie mógł się wybrać, ale po chwili
zasiadła do komputera. Wojtek pobiegł do kwiaciarni, aby kupić piękny bukiet
dla Oli i powiedzieć jej prawdę o sobie. Jakież było jego zdziwienie, gdy w
kwiaciarni zobaczył Gerarda Pique.
- Hej, a ty nie jesteś u
rodziców Oli?- zgadnął Wojtek.
- Cześć. Nie, przyjechałem do
Oli. A co ty tu robisz?
- Ja? Nic….Znaczy się kupuję
kwiaty dla….mamy. Tak dla mamy bo ma imieniny.
- Extra, Ola u ciebie?
- Tak, idź.
Po chwili Gerard był już u
Oli. Wyjaśnił jej wszystko po czym uznając, że są sami(opis)
Minęło kilka dni.
- Cześć Olka…-Wojtek wszedł
do pokoju Oli.- Pobudka!
- Co? Która godzina?-
zapytała z grymasem- Głowa mnie boli.
- Idź do lekarza, bo to już 4
dzień z rzędu!- odpowiedział z uśmiechem.
- Ok., idę do Hany, bo jest
moim lekarzem.
- To biegnij!
Zanim wróciła ze szpitala
odwiedziła kilka sklepów i wykonała telefon do Gerarda. To ostatnie bardzo ją
załamało, bo Gerard ostatecznie stał się narzeczonym Shakiry. Bolało ją to… W
gabinecie dowiedziała się, że będzie mamą. Nie chciała wracać do domu Wojtka.
Zadzwoniła więc do Izy.
- Cześć siostra!- zaczęła z
nutką lęku.
- Hej młoda! Co u ciebie? Mam
wiadomość: przedłużamy pobyt w L.A. Dasz radę?
- Tak, dam…Iza musimy
pogadać…
- Co jest?
- Jestem w ciąży! Z Gerardem,
a on ma narzeczoną!
- Dasz radę kochanie mama
wie?
- Tak, tata też.
- To trzymaj się, na razie.
Wróciła do domu ze łzami w
oczach. Bała się, że Wojtek ją wyrzuci.
- Ola! Boże kochany!
Martwiłem się!- krzyknął na widok Malinowskiej-Jak u lekarza?
- Znasz Pique? Ma narzeczoną,
a mnie zostawił samą z dzieckiem….-wyznała na jednym tchu.
- Jesteś w ciąży?- ton
przyjaciela przeszedł w zdziwienie.
- Tak, już się wyprowadzam.
Znajdę jakiś hotel…
- O czym ty mówisz? Zostajesz
u mnie! Nie zostawię cię samej w takim stanie!
- Serio? Jesteś wspaniały!!!
Wiadomość o ciąży najmłodszej
Malinowskiej szybko się rozeszła. Ola chciała jechać do Dortmundu, aby pomagać
Łukaszowi w rehabilitacji. Jednak chłopcy jednogłośnie się sprzeciwili i
zapewniali Olę, że poradzą sobie sami.
Minęło kilka miesięcy….
Iza z Alanem wrócili z
wakacji i chcieli zabrać Olę do siebie, ale po dłuższych namowach Ola została u
Wojtka. Pewnego wieczora Alan przyszedł do Wojtka, aby obejrzeć zdjęcia z
wakacji.
- A ty z Olą jesteście
razem?- zagadnął na odchodnym Alan.
- Nie, ale ja bym chciał….
- Wiem, to leć do niej!
Dobranoc!- krzyknął Alan i wsiadł do białej limuzyny.
Nadszedł moment, którego Ola
bała się najbardziej w życiu- poród. Był 3 marca, gdy na świecie pojawił się
jej synek. Kilka godzin po porodzie przyszedł do niej Wojtek.
- Cześć, jak się czujesz?-
zapytał z troską w głosie.
- Hej, lepiej, nic nie boli…-
uśmiechnęła się blado.
- Mam wieść! Łukasz zaczął
sam chodzić!- uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Extra, muszę się z nim
zobaczyć. Jest Iza?
- Jedzie już. A jak nazwiesz
synka?- zapytał i położył się obok Oli.
- Nie wiem, nie myślałam nad
tym. Chyba Adaś, dobrze mi się kojarzy.- dodała i wybuchła śmiechem.
- Co? Coś zrobiłem?- zapytał
Wojtek znając przyczynę śmiechu Oli.
- Robisz miny, przestań bo
nie ręczę za siebie! A tak w ogóle dziękuję…
- O, a za co?
- Że jesteś ze mną kiedy cię
potrzebuję…
- Nie ma sprawy. Ola? Ja już
nie mogę tak żyć…
- Jak?
- No kłamiąc cię….
- Jak to kłamiąc?
- Bo ja jestem z Sarą Fox,
ale ją rzuciłem..
- To nie ma problemu!
- Ale ja cię kocham i chcę z
Tobą być!
- Ciii, nic nie mów…- po tych
słowach go pocałowała.
Nagle weszła Iza, Wojtek
wyjaśnił jej sytuację. Iza wniosła na salę Adasia. Był podobny do mamy i taty.
Po jakimś czasie Ola wyszła ze szpitala. Dostała od Falkowicza prezent- ubranka
dla Adasia. Adam stał się jej oczkiem w głowie. Kochała go mimo, że nie dawał
jej w nocy spać. Teraz żyła tylko dla
niego. Wojtek wrócił do Anglii, czasem nie odzywał się całymi dniami. Nie
zapytał też czy Ola będzie jego dziewczyną. U Łukasza było coraz lepiej, Sara
była w Katowicach. Nie długo Łukasz miał ją odwiedzić. Nie był w stanie jej
zabrać do siebie, nie chciał też obarczać Oli problemami. Malinowska cieszyła
się na każdą wiadomość od ,,Trio z Dortmundu”. Zdała sobie sprawę, że za nimi
tęskni. Nie mogła jednak pozwolić sobie na wyjazd z tak małym dzieckiem. Adaś
miał już wprawdzie 3,5 miesiąca, ale był stosunkowo mały na podróż samolotem.
Często przesiadywała u Izy, która była chrzestną Adama, a chrzestnym oczywiście
Alan. Wołał na Adasia- Adi, dzieci Alana i Izy pokochały małego kuzyna jak i
ciocię, którą poznały na nowo. Z Gerardem się przyjaźniła, zdziwiło ją, że
interesuje się synem i chętnie ich odwiedza.
**********
Adaś miał już półtora roku.
Mówił już bardzo ładnie i lubił chodzić z Wojtkiem na treningi. Ola nadal z nim
mieszkała, ale łączyła ich tylko przyjaźń. 23 maja Ola z Adasiem pojechali do
Dortmundu i zamieszkali z Robertem. Po pewnym czasie Ola wróciła do Roberta. Aż
25 maja, stało się coś niebywałego w życiu Oli. Był finał LM, BVB vs Bayern
Monachium. Ola poszła na mecz. Usiadła w sektorze VIP i oglądała spotkanie,
które zakończyło się wynikiem 2:1 dla BVB. Po meczu każdy z BVB mówił kilka
słów. Zaproszono ją na środek boiska, była kolej Roberta. Chłopak uśmiechnął
się pogodnie po czym klęknął przed dziewczyną.
- Ola, ja zdałem sobie
sprawę, że jesteś moim natchnieniem….-zaczął.
- Nie wydurniaj
się.-przerwała Ola- Wstań.
- Ola nie wstanę dopóki nie
odpowiesz mi na pytanie: Czy zostaniesz moją żoną?
- Robert…Nie wiem co
powiedzieć…
- Najlepiej TAK- wtrącił
Piszczek, który w pełni odzyskał zdrowie.
- Ciii….Ona ma mówić.- odparł
Kuba.- Ola oddajemy ci głos.
- Robert! Tak, zostanę twoją
żoną.- wyszeptała. Wszyscy zaczęli bić brawo.